Polak na orbicie - jest 635. astronaut@ w historii. List s-dzi#w i w@tpliwo¦ci w sprawie wa¼no¦ci wybor#w prezydenckich. 390 km/h - szaleńcza jazda z telefonem w ręku. MÓWIĄ PO ANGIELSKU Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, a na niej astronauta numer 635 - doktor Sławosz Uznański-Wiśniewski. Ponad 430 kilometrów nad Ziemią pędząca z prędkością ponad 27 tysięcy km/h. Kapsuła Dragon z czteroosobową załogą zacumowała o 12:31. Niespełna dwie godziny później astronauci dosłownie wpłynęli do środka. "Zabieram wasze serca i waszą nadzieję ze sobą" - mówił nasz rodak jeszcze w trakcie lotu, by chwilę po godzinie 15:00 pozdrowić Polaków podczas ceremonii powitania, która oficjalnie otworzyła nowy etap misji. Ta data wkrótce pojawi się w podręcznikach historii. 26 czerwca 2025 roku, godzina 14:24. Długo na was czekaliśmy. Pierwszy Polak na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Reprezentuję was wszystkich, 40 milionów Polaków. Czuję, że wszyscy mi tu towarzyszycie. Polacy towarzyszyli Sławoszowi Uznańskiemu-Wiśniewskiemu myślami. Fizycznie byli przy nim dwaj inni kosmiczni nowicjusze: pilot Shubhanshu Shukla z Indii i naukowiec Tibor Kapu z Węgier. Tibo, Siuks i Sław, gratuluję wam pierwszego lotu w kosmos. A wraz z nimi dowódczyni: doświadczona astronautka Peggy Whitson. Dowódczyni misji, miałem takie wrażenie, że pełniła funkcję opiekunki na kolonii szkolnej, gdzie trzech młodych astronautów, którzy pierwszy raz są w kosmosie, mieli naprawdę niezły ubaw z tego, że są na orbicie okołoziemskiej. Rzeczywiście humory czwórce astronautów dopisywały. Mimo ekstremalnego zmęczenia, bo mało które z nich spało podczas podróży. A ta trwała prawie 30 godzin. Wreszcie w czwartek w południe polskiego czasu kapsuła Grace znalazła się w tak zwanej sferze zbliżeniowej Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Miała do pokonania kilka punktów kontrolnych. W każdym jej załoga dostawała zielone światło na kolejne podejście. Kapsuła zbliża się na kilkaset metrów, jest w zasięgu wzroku stacji, po czym stopniowo przybliża się na 200, na 20 metrów. 20 metrów od stacji znajduje się najważniejszy punkt. To wtedy załoga Grace otrzymała ostateczne pozwolenie z Ziemi na dokowanie. Do tego połączenia musi dojść bardzo precyzyjnie, nie chcielibyśmy, aby kapsuła uderzyła w Stację Kosmiczną, aby uszkodziła węzeł cumowniczy albo panel słoneczny. To mogłoby się skończyć katastrofą. I wreszcie twarde złapanie. Haki pierścienia cumowniczego chwyciły kapsułę. Dwie godziny później padła komenda: otwieramy właz. Załogo Grace, witamy na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Na powitanie napoje i symboliczne złote plakietki z numerami odpowiadającymi kolejnym miejscom na liście osób, które znalazły się w kosmosie. Polakowi przypadł numer 635. Kosmos jednoczy, jesteśmy tutaj razem, jesteśmy silni. Dziękuję wam za zaufanie i do zobaczenia przez najbliższe dwa tygodnie. Bo tyle potrwa misja załogi Grace. Przez ten czas Sławosz Uznański-Wiśniewski przeprowadzi 13 eksperymentów zaprojektowanych przez polskie firmy. Mają umożliwić przetestowanie nowych technologii i koncepcji w warunkach mikrograwitacji. Polska branża kosmiczna, a w niej kilkaset firm. Misja IGNIS to dla nich newralgiczny moment, ale nad rozwojem technologii wysyłanych na orbitę i wdrażanych na Ziemi pracują od dekad i wydają krocie. Wśród rachunków - składka członkowska do Europejskiej Agencji Kosmicznej, która pozwoliła na udział Polaka w kosmicznej misji i z której zyski dla polskich innowacji mają być bezcenne. Przylecieliśmy, żeby reprezentować was wszystkich. To drugi Polak kosmosie. Ale polskich akcentów między gwiazdami i planetami jest więcej. W sierpniu zeszłego roku rakieta Falcon 9 wyniosła na orbitę Eagle Eye - pierwszego dużego satelitę zaprojektowanego i zbudowanego w Polsce. Mamy dość dużo dobrych absolwentów studiów, którzy są jednocześnie sprawni inżyniersko, bo przemysł kosmiczny wymaga przede wszystkim inżynierów, ale też są przedsiębiorczy. W branży kosmicznej działa już ponad 300 rodzimych firm, które zatrudniają kilkanaście tysięcy osób. Tego typu urządzenia poleciały na Jowisza. Niepozorne dzieło inżynierów z polskiej firmy od dwóch lat przemierza kosmos w ramach misji Juice. Inne z powodzeniem pomagało w eksploracji Marsa. Dostarczyliśmy taki mechanizm górniczy, który dokonał odwiertów powierzchni Marsa, to był najgłębszy odwiert, jaki ludzkość zrobiła poza powierzchnią Ziemi. Wrota do pozaziemskiego biznesu dla polskich firm szerzej otworzyły się w 2012 roku. Wtedy nasz kraj dołączył do Europejskiej Agencji Kosmicznej. Roczna składka w tym roku to niemal 200 milionów euro rocznie. Te pieniądze z nawiązką wracają do polskich firm. Są włączone w łańcuch dostaw, zarówno europejskiej, jak i międzynarodowej gospodarki kosmicznej. I oferują już coraz bardziej skomplikowane, coraz bardziej rozwinięte urządzenia. A to, co jest wymyślane i produkowane na rzecz misji kosmicznych, potem często służy człowiekowi w życiu codziennym. W kuchni, w samochodzie, w szafie z ubraniami. Siedzi na kanapie, która jest najpewniej z pianki poliuretanowej, która to technologia powstała na potrzeby misji Apollo. Na Ziemi sprawdza się to, co sprawdziło w kosmosie - podczas testów, eksperymentów i badań. To właśnie zadanie Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego, który zabrał ze sobą próbki przygotowane przez polskich naukowców. Misja jest ogromnym symbolem, symbolem zaawansowania Polski, jak Polska bardzo mocno poszła do przodu technologicznie i możemy dzisiaj to zademonstrować bezpośrednio na orbicie. Misja polskiego astronauty może być motorem napędowym dalszego rozwoju kosmicznego biznesu w Polsce. Dzięki tej misji będziemy mieli możliwość popularyzowania tego całego przedsięwzięcia, ale też będziemy mieć możliwość szerzenia kierunku edukacji w kierunku kosmonautyki. Zainteresowanie już jest. Zapotrzebowanie na kosmicznym rynku pracy - też. Branża przeżywa teraz taki boom. Na przykładzie Astroniki my w ciągu 18 miesięcy podwoiliśmy zatrudnienie. Bo biznes kosmiczny jak kosmos może rozwijać się w nieskończoność. Oglądają państwo 19:30 w czwartek. Co jeszcze przed nami? Pułapka koalicji na prezydenta. Próbuje wymusić na mnie podpis pod tą ustawą, stawiając mnie pod ścianą. Mam nadzieję, że nie trzeba zmuszać pana prezydenta do tego, żeby pomógł Polakom. To jest oczywiście pewien szantaż wobec pana prezydenta. Muzyczny finał polskiej prezydencji. Będzie wzruszająco, historycznie i podniośle, ale i nowocześnie. Nie za wysoko i nie za nisko słyszysz tylko mój głos, to nie wszystko, to nie wszystko. Gorąca dyskusja wokół protestów wyborczych trwa i właśnie ma kolejną odsłonę. 28 sędziów Sądu Najwyższego w oświadczeniu pisze, że nieuznawana Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych nie może orzekać w sprawie wyborów. Głos zabierają także byli prezesi Trybunału Konstytucyjnego. Sędziowie wskazują m. in. na potrzebę niezależnego, bezstronnego i niezawisłego sądu, a właśnie kwestionowana izba Sądu Najwyższego daje sobie czas do wtorku na ostateczną decyzję w sprawie ważności wyborów. Michał Laskowski jest jednym z 28 sędziów Sądu Najwyższego, którzy podpisali się pod tym listem. Czytamy w nim, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych nie jest sądem w świetle orzeczeń międzynarodowych trybunałów, więc nie może rozpatrywać protestów i orzekać w sprawie wyborów. Część obywateli będzie mówiła "wszystko jest w porządku", część będzie mówiła "nie nic nie jest w porządku, to nie są ważne wybory". To nie jest stan, w którym powinniśmy się znaleźć. Prawidłowo powołani sędziowie Sądu Najwyższego powinni zabrać głos. Żeby później nikt nie mógł powiedzieć: a milczeliście, kiedy trzeba było powiedzieć. Nie, my nie milczymy. List krytykuje rzecznik Sądu Najwyższego. Ktoś postanowił chyba wmanewrować 28 sędziów w jakieś polityczne poplecznictwo kilku awanturników. Politycznych Ja się czuję zażenowany jako sędzia SN, że osoby będące sędziami SN mogły się podpisać pod takim stekiem bzdur. Pan profesor Stępkowski jest neosędzią, czyli nie jest sędzią, mówiąc szczerze, chociaż zajmuje takie stanowisko. W podobnym tonie list opublikowali też byli prezesi Trybunału Konstytucyjnego, pisząc, że wybór prezydenta nie może wywoływać najmniejszych wątpliwości, jeśli chodzi o organ rozstrzygający o ważności, czyli Sąd Najwyższy. Ten list legalnie powołanych sędziów jest takim krzykiem rozpaczy, ale tutaj już jest rola polityków, którzy powinni znaleźć rozwiązanie. Kto ma orzec o wyborach? Tego już dziś politycy nie rozstrzygną, bo jest za późno. Jedyne, co można robić, żeby ratować tę sytuację, to decyzja Izba Kontroli o ponownym przeliczeniu głosów. Rozwiązaniem miała być ustawa incydentalna. 15 najstarszych stażem sędziów decydowałoby o wyborach, ale zawetował ją prezydent. Prezydent ma jeszcze taką możliwość, może w każdej chwili cofnąć weto, podpisać ustawę i można uratować tę sytuację, ale wydaje się, że PiS gra na pat, gra na bałagan. PiS odbija piłeczkę. To, co robi Roman Giertych, to jest próba wysadzenia w powietrze procesu wyborczego, a co za tym idzie - państwa. Nie ma żadnych przesłanek wskazujących, że doszło do jakiś nieprawidłowości innych niż normalne statystycznie dla wyborów ludzkie błędy i pomyłki. A to już pierwsza prezes o statusie tak zwanych neosędziów. To nie jest kwestia istnienia Izby Kontroli, bo ci sędziowie sprawdzą się w każdej izbie zgodnej z ich kompetencjami. Pytanie odwrócę, czy ja jestem zainteresowana tym, żeby został prezydentem ktoś, kto powie, że ja nie jestem sędzią i że 3000 tysiące sędziów ma iść na bruk? O poważnej próbie dla liderów koalicji oraz ustrojowym bałaganie odziedziczonym po PiS pisze premier. Protesty wyborcze rozpatrzyć, przyjąć rekomendacje na przyszłość. Wynik wyborów jest rozstrzygnięty. Ci, którzy szukają jakiejś nadziei w zmianie wyniku wyborczego, popełniają błąd. Naprawdę dystans i wylanie sobie na głowę kubła zimnej wody. Nie zmienicie w przeciągu 3 dni tego, co nie zmieniliśmy w przeciągu ostatnich 2 lat. Do Sądu Najwyższego wpłynęło 56 tysięcy protestów. Te opiniuje prokurator generalny. Do tej pory, jak pisze Adam Bodnar w piśmie do Małgorzaty Manowskiej, wpłynęło ich zaledwie ponad pół procent. Zaapelował o jak najszybsze przekazanie oraz informację, które będą rozpatrywane wspólnie. Uchwałę w sprawie ważności wyborów Sąd Najwyższy chce przyjąć 1 lipca. Posiedzenie ma być jawne. Była rządowa zapowiedź mrożenia cen energii do końca roku, jest konkretny przepis w nowelizacji ustawy wiatrakowej przegłosowanej przez Sejm i jest reakcja prezydenta. Andrzej Duda mówi o próbie wymuszenia podpisu i stawianiu go pod ścianą. Teraz czas na dyskusję w Senacie, choć i ta w Sejmie miała ciekawe momenty. Stwierdzam, że Sejm uchwalił ustawę o zmianie ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych. Od poprzedniej próby uchwalenia ustawy wiatrakowej minęło kilkanaście miesięcy. Tym razem posłowie przegłosowali nowelizację przepisów. Za niemal w całości była koalicja rządząca i Razem, przeciw były PiS i Konfederacja. Projekt jak poprzednio budził emocje. Chcę państwu powiedzieć jako elektryk, że energia elektryczna drożeje w tej chwili dlatego, że za dużo już produkujemy zielonej energii. Przypominamy Ostrołękę, zbudowali, a potem co zrobili? Za 2 miliardy ją zburzyli. A co wtedy Polacy? Musieli za to wszystko zapłacić w rachunkach za prąd. Są, panie pośle, tutaj inżynierowie, którzy mają uprawnienia sepowskie bez ograniczeń. Nie bierzcie się do roboty, której nie rozumiecie, siedzieć cicho i się uczyć. Bez uprawnień, ale syn elektryka górniczego, może to coś pomoże. Ustawa wiatrakowa zakłada, że minimalna odległość elektrowni wiatrowych od zabudowań zmniejszy się z obecnych 700 do 500 metrów. Mieszkający w pobliżu instalacji będą mogli liczyć na część z 20 tysięcy złotych ze specjalnego funduszu. Gminy, w których staną wiatraki, mają szansę na dodatkowe wpływy. Nawet 150 tysięcy złotych rocznie. Bo to do samorządów będzie należeć decyzja o postawieniu turbin. A wszystko po to, by obniżyć ceny energii - słyszymy. Bez rozwoju wiatru na lądzie nie jesteśmy w stanie zmieniać miksu energetycznego tak, aby on był tańszy. Zmiany spowodują, że wiatraków w polskim krajobrazie może być więcej. Eksperci mówią o dodatkowych kilkunastu gigawatach mocy. To są nawet dwie czy trzy elektrownie konwencjonalne jak ta w Bełchatowie, największa tego typu w Polsce, więc będzie to dodatkowa moc. Potrzebna, ponieważ według URE nam może brakować elektrowni. Ważne są też inwestycje poza lądem. Na Bałtyku PGE wraz z duńską firmą buduje największą farmę w Europie, która ma zaopatrywać w zieloną energię blisko 2,5 miliona odbiorców. Razem z ustawą posłowie przyjęli poprawkę, która wydłuży do końca roku zamrożenie cen prądu. Obecnie limit to 500 złotych za megawatogodzinę dla gospodarstw domowych. Kilkadziesiąt godzin temu zapowiedział to premier. Podjęliśmy decyzję, że spokojnie do końca roku możemy mrozić ceny. PiS poprawkę mrożącą ceny nazywa pułapką zastawioną na prezydenta. Do niesłusznej ustawy lobbystycznej sprzyjającej lobby wiatrakowemu dorzuca się zamrożenie cen energii korzystne dla obywateli, to jest oczywiście pewien szantaż wobec pana prezydenta. Bo prezydent nie jest zwolennikiem wiatraków. Bardziej liczy się dla mnie krajobraz. I też atakuje premiera. Po prostu próbuje wymusić na mnie podpis pod tą ustawą, stawiając mnie pod ścianą, ale musi pamiętać, że ja już kończę moją drugą kadencję. Czy to zapowiedź weta prezydenta? Rządzący tłumaczą, że poprawka przyspieszy zamrożenie cen energii, a chodzi o miliony polskich domów. Jest idealnym uzupełnieniem tego, co znajduje się w tej ustawie. Ja mam nadzieję, że nie trzeba zmuszać pana prezydenta do tego, żeby pomógł Polakom. Senat prawdopodobnie zajmie się ustawą na lipcowym posiedzeniu. Dla Polski to czas podsumowania unijnej prezydencji. Dla liderów - dyskusja o kolejnym pakiecie sankcji dla Rosji czy procesie akcesyjnym Ukrainy. W Brukseli odbywa się unijny szczyt, a jakie konkretne propozycje leżą na stole? Historycznych decyzji nie będzie, ale unijni przywódcy chcą wykorzystać poprawę stosunków z Donaldem Trumpem do zakończenia wojny handlowej, by uniknąć gigantycznych amerykańskich ceł, Europa ma czas do 9 lipca. Unii zależy także na jak najszybszym zakończeniu wojny w Ukrainie, choć chyba nie każdemu z jej członków tak samo. Węgry i Słowacja blokują na szczycie przyjęcie osiemnastego pakietu sankcji, który ma wywrzeć presję na rosyjską gospodarkę. Budapeszt nie zgadza się też na rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych z Kijowem. -- Jeśli przyjmiemy Ukrainę do UE, staniemy się częścią jej wojny, bo jeśli członek UE jest w stanie wojny, oznacza to, że także UE jest w stanie wojny. I to nam się nie podoba. -- Na szczycie wciąż nie ma też zgody co do tego, czy i jak potępić działania wojenne Izraela w Gazie, a na jedności tym razem najbardziej zależy chyba Warszawie. Bo to ostatni szczyt pod rządami w polskiej prezydencji w Unii. Wakacje za pasem i często and wodą. I zanim odpoczynek zaczął się na dobre, to dla grupy nastolatków, którzy odpoczywali nad Jeziorem Małszewskim, już ma dramatyczny finał. Nie żyje trzech młodych mężczyzn, którzy nocą z wtorku na środę wypłynęli kajakami na jezioro. Służby niezmiennie apelują o rozsądek, ostrożność i wybieranie strzeżonych kąpielisk. Woda - miejsce wypoczynku, ale też może być miejscem tragedii. Tak jak to jezioro w okolicach Szczytna. Grupa nastolatków z łódzkiego przyjechała na Mazury rozpocząć wakacje. Trzech z nich po nocnym wypadzie na wodę do domów już nie wróci. Ta grupa przekazała, że trzech ich kolegów poszło pływać kajakami, minęło 40 minut i nie wracają. Do akcji na wodzie i na brzegu ruszyli strażacy i policjanci. Po kilkudziesięciu godzinach poszukiwań ratownicy na łodziach wyposażonych w sonary zlokalizowali ciała. Nurkowie zeszli na dno jeziora i potwierdzili, że są to ciała, a następnie wydobyli je z jeziora. To było około 230 metrów od brzegu. Biegli sprawdzą, czy nastolatkowie byli trzeźwi. Na pewno będą przeprowadzone badania toksykologiczne krwi tych młodych osób. W tym miesiącu w Polsce utonęło już 26 osób. A jeszcze nie zaczęły się wakacje. W całym zeszłym roku w polskich akwenach życie straciły 444 osoby. To są o 444 osoby za dużo. Mimo wysiłków policji, straży pożarnej, Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego wciąż te liczby są zatrważające. 27 ofiar to najmłodsi - mieli mniej niż 18 lat. Najczęściej jednak tonęły osoby po pięćdziesiątym roku życia. Najbardziej niebezpieczne są jeziora i stawy, w których utopiło się ponad 200 osób. Ponad sto - w rzekach. A policjanci i strażacy nie ustają w ostrzeżeniach. Nie powinniśmy poddawać się brawurze, apeluję o wstrzemięźliwość od alkoholu na akwenach. Dla policji, straży pożarnej wraz z ochotniczymi strażami okres wakacji to jest okres mobilizacji, to jest czas jeszcze cięższej pracy niż normalnie. Stąd takie ćwiczenia jak tu, na Jeziorze Tarnobrzeskim, gdzie służby trenują skoordynowane akcje ratownicze. W te wakacje według danych Ministerstwa Edukacji ponad 400 tysięcy dzieci wyjedzie na kolonie i obozy, 275 tysięcy skorzysta z półkolonii. Szefowa resortu apeluje do rodziców, by zapisywali dzieci na te wyjazdy, które są zweryfikowane przez MEN. W każdym z 16 województw kuratorzy mają specjalnych wizytatorów, którzy regularnie sprawdzają bezpieczeństwo na obozach i koloniach, warunki tam panujące. W tym roku szkolnym po raz pierwszy dzieci w klasach I-III miały obowiązkowe zajęcia z pierwszej pomocy. Najlepiej jednak nie doprowadzać do sytuacji, w których ta pomoc jest potrzebna. Ulicami Warszawy z prędkością prawie 400 km/h na liczniku, z telefonem w ręku i pasażerem, który wszystko nagrywał. Dla uczestników brawurowej jazdy problemem nie był ani sam rajd po stolicy, ani to, żeby nagraniem podzielić się z internautami. Choć akurat to ułatwiło policjantom zatrzymanie mężczyzn. To miała być dla nich świetna zabawa. Prawie 400 km/h na liczniku i telefony w dłoniach. Za kierownicą rozpędzonego BMW siedział youtuber, który postanowił pochwalić się w sieci rajdem po warszawskiej drodze ekspresowej. Wyobraźnia kierowców jest na niskim poziomie. W jakie słowa tego nie ubierzemy, to jest po prostu niezgodne z prawem. Do tego samego wniosku doszła policja, która zatrzymała 33-letniego kierowcę i jego o 5 lat starszego pasażera. 33-latek usłyszał zarzut spowodowania bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. W trakcie przesłuchania odmówił składania wyjaśnień. Kierowcy, który wrzucał do sieci nagrania swoich drogowych wyczynów, odebrano prawo jazdy. Policja zabezpieczyła samochód oraz telefony, którymi mężczyźni rejestrowali przejazd po drodze, gdzie ograniczenie prędkości wynosi 120 kilometrów na godzinę. Droga ekspresowa S79 łącząca Mokotów z południową obwodnicą Warszawy biegnie wzdłuż lotniska na Okęciu i ma niecałe 5 kilometrów. To nie pierwszy raz, gdy drogowi piraci testują w tym miejscu swoje samochody. Ten krótki i prosty jak strzała odcinek ekspresówki kusi nieodpowiedzialnych kierowców do szaleńczej jazdy. Zwykle tak bywa, znajdą się pewnie śmiałkowie, którzy będą chcieli przebić ten "wynik". To nie pierwszy raz, gdy piraci drogowi chwalą się w sieci łamaniem prawa. To nagranie sprzed 10 lat, z tej samej drogi, prędkość - 300 km/h. Powstaje pytanie, gdzie jest granica tego, co można zrobić, by zdobyć popularność w internecie. Paradoks jest taki, że tej granicy niestety nie ma. Co więcej, media społecznościowe nakręcają tę spiralę. Niektórzy mają jednak wątpliwości, czy rzeczywiście kierowca jedzie z prędkością prawie 400 km/h, choćby ze względu na to, że prowadzi samochód jedną ręką, a w drugiej trzyma telefon. Co jest oczywiście skrajnie niebezpieczne przy każdej prędkości, a przy takiej praktycznie niemożliwe jest utrzymanie auta tak lekko i prosto, więc jest tu dużo pytań. Na te pytania z pomocą biegłych będzie próbowała odpowiedzieć warszawska prokuratura. Piosenka na cztery strony świata - to wyjątkowy plenerowy koncert w Poznaniu, ale kierunków na dobrą muzykę i zabawę będzie jutro więcej. A wszystko za sprawą Europejskiego Święta Muzyki na finał polskiej prezydencji w Radzie UE. Jak i gdzie muzycznie będziemy świętować? Pora na wielkie świętowanie. Kończy się polska prezydencja w Radzie Unii Europejskiej. Na finał - seria wyjątkowych koncertów z Justyną Steczkowską, Natalią Szroeder czy Sławkiem Uniatowskim zwieńczy ten intensywny, pełen wyzwań czas. Mery Spolsky szykuje coś wyjątkowego dla publiczności w stolicy Wielkopolski. To nie tylko muzyczne wydarzenie. To święto wolności, dialogu i wspólnoty. Zrobimy utwór Kasi Nosowskiej. Będzie i wzruszająco, i historycznie, i podniośle, ale i nowocześnie, technologicznie, o ekologii. Tak że to będzie mądry koncert podszyty dobrą rozrywką. W najbliższy piątek równolegle zabrzmi muzyka w pięciu miastach: Poznaniu, Bydgoszczy, Gdańsku, Krakowie i Rzeszowie. Artyści zadbali o niepowtarzalny klimat każdego z koncertów, więc niezależnie od tego, dokąd się państwo wybiorą, czeka was wieczór pełen emocji i artystycznych przeżyć. Tuzy rocka - 35 lat na scenie. Wspaniały kochany w Bydgoszczy zespół Żuki, który zaprasza do swojego projektu orkiestrę symfoniczną z Odessy. To wielka muzyczna kulminacja, ale też ważny gest. Wszystkie wydarzenia mają na celu integrację lokalnych społeczności w ramach europejskiej wspólnoty. ŚPIEWA: Nie za wysoko i nie za nisko słyszysz tylko mój głos, to nie wszystko, to nie wszystko. A tak naprawdę wszystko, bo wszystko usłyszycie jutro. Jeden z gospodarzy uchylił rąbka tajemnicy a propos niespodzianki w Poznaniu. Koncert będzie odnosił się też do tych wydarzeń bardzo aktualnych, którymi żyjemy w ostatnich godzinach, dniach. Czy polecimy w kosmos? Niewykluczone. Jedno jest pewne. Wszystkie koncerty startują jutro punktualnie o 20:00. A co najważniejsze, publiczność wchodzi za darmo. A Telewizja Polska pokaże je w kolejne weekendy. Na początek - jutro o 20:00 transmisja poznańskiego koncertu w TVP1. Już za chwilę Pytanie Dnia. Gościem Justyny Dobrosz-Oracz będzie minister finansów Andrzej Domański. Dziękuję i do zobaczenia.