Zełenski u Trumpa - rozmowy na Florydzie. Zakładnicy polityki - czy prywatna kopalnia dostanie państwowe wsparcie? Odeszła Brigitte Bardot - pozostały niezapomniane role. Joanna Dunikowska-Paź, dobry wieczór. Donald Trump i Wołodymyr Zełenski właśnie spotkali się na Florydzie, by rozmawiać o planie zakończenia wojny w Ukrainie. To pierwsza taka wizyta ukraińskiego przywódcy w prywatnej rezydencji Trumpa Mar-a-Lago. I to kolejna rozmowa o warunkach pokoju. A jakie są na niego szanse? Floryda i prywatna rezydencja amerykańskiego prezydenta nazywana "zimowym Białym Domem". Słynąca z wystawnych bankietów, ale też spotkań ze światowymi przywódcami. Do mającej niemal 100 lat wilii Mar-a-lago Wołodymyr Zełenski został zaproszony po raz pierwszy. Ale z Donaldem Trumpem o zakończeniu wojny w tym roku w cztery oczy rozmawiał już 7-krotnie i nie zawsze były to łatwe spotkania. Musisz być wdzięczny. Nie masz kart. Teraz asem w rękawie ukraińskiego prezydenta ma być nowy, 20-punktowy plan pokojowy. Dlatego Wołodymyr Zełenski na Florydę poleciał z nadzieją na przełom. Mamy 20 punktów, które są już w 90% uzgodnione. Wiele będzie zależało od przebiegu rozmowy. Wierzę, że będzie konstruktywna. Obok prezydentów przy stole negocjatorzy obu stron m.in. Rustem Umierow i Andrij Hnatow oraz Steve Witkoff i Jared Kushner. Którzy od tygodni pracowali nad planem pokojowym. To jedne z najbardziej intensywnych dni dyplomatycznych w roku, a wiele decyzji może zapaść przed Nowym Rokiem. W dokumencie mowa m.in. o potwierdzeniu suwerennego statusu Ukrainy, zamrożeniu wojny na obecnej linii frontu, gwarancjach bezpieczeństwa podobnych do tych z artykułu 5. Sojuszu Północnoatlantyckiego czy liczbie żołnierzy w ukraińskiej armii w czasie pokoju. O szczegółach dokumentu ukraiński prezydent jeszcze wczoraj rozmawiał w Kanadzie, która była przystankiem w drodze na Florydę. W telekonferencji wziął udział premier Mark Carney i europejscy sojusznicy. Razem przeanalizowaliśmy najważniejsze priorytety. Jednym z priorytetów są też gwarancje bezpieczeństwa, które Kijowowi ma dać Europa. W telekonferencji uczestniczył premier Donald Tusk. Konkretne i pewne. Takie gwarancje to także bezpieczniejsza Polska. Z kolei podczas rozmów z premierem Kanady Wołodymyr Zełenski usłyszał nie tylko słowa potępienia dla rosyjskiej agresji, ale też konkretne deklaracje. Zapewniliśmy pomoc wojskową, dalszą pomoc wojskową. A dziś ogłaszamy dalszą pomoc gospodarczą dla Ukrainy - o wartości 2,5 mld dolarów kanadyjskich. Czyli 1,8 mld dolarów amerykańskich. Musimy w jakikolwiek sposób powstrzymać tę wojnę. Putin nie chce pokoju, a my chcemy pokoju. On jest człowiekiem wojny. I pokazuje to, posyłając na Ukrainę drony i rakiety. Wczoraj atak na Kijów. Dziś w nocy na Odessę i Chersoń. I bezpośrednie groźby płynące prosto z Kremla. Jeśli władze w Kijowie nie chcą rozwiązać tej sprawy pokojowo, rozwiążemy wszystkie stojące przed nami problemy środkami militarnymi. Tak Putin buduje swoją pozycję negocjacyjną. Ubrany w wojskowy mundur przyjmował meldunki, m.in. o rzekomym zdobyciu Myrnogradu koło Pokrowska. Rosyjska armia na dowód opublikowała to propagandowe nagranie. Jutro w Katowicach ma dojść do spotkania ministra energii i wiceministra pracy z członkami Trójstronnego Zespołu Branżowego ds. Bezpieczeństwa Socjalnego Górników. Od niemal tygodnia trwa protest w Silesii - największej prywatnej kopalni węgla w Polsce. Wśród górniczych postulatów dostęp do takich pakietów pomocowych, jakie dotąd przysługiwały państwowym spółkom. Jaką rolę w sporze odgrywa polityka? Zrobimy wszystko, by walczyć o tę kopalnię. 500 metrów pod ziemią - w takich warunkach mija 7. doba protestu górników z prywatnej kopalni Silesia. Protest toczy się zarówno na powierzchni, jak i pod ziemią, gdzie przebywa około 20 górników. Jesteśmy, nie poddamy się, będziemy walczyć do końca o nasze miejsca pracy. Przyczyną protestu są planowane zwolnienia grupowe. Praktycznie 1000 osób trafiłoby na bruk. Pracownicy prywatnej kopalni Silesia domagają się pomocy od rządu. Chcą zostać objęci ustawą górniczą, która zapewniłaby im instrumenty osłonowe, takie jak gwarancja zatrudnienia w najbliższej kopalni w przypadku likwidacji, upadłości zakładu lub decyzji pracownika. Mówiąc wprost: górnicy prywatnej kopalni chcą dostępu do pakietów socjalnych i osłonowych, które dotąd przysługiwały wyłącznie wybranym spółkom państwowym. Dopóki nie wciągną nas do ustawy górniczej, to protest niestety będzie trwał. Trzeba mieć pewien umiar w wysuwaniu roszczeń. Dobiliśmy do sytuacji, w której górnicy żądają gwarancji zatrudnienia tylko dlatego, że są górnikami. Żadna inna grupa zawodowa w Polsce takich przywilejów nie ma. W poniedziałek z protestującymi górnikami spotkają się przedstawiciele rządu, w tym minister energii. Jeśli chodzi o wpisanie tutaj do ustawy o funkcjonowaniu górnictwa, jesteśmy bardzo ostrożni i analizujemy sytuację prawną, czy taka możliwość w ogóle istnieje. W spotkaniu z górnikami ma też uczestniczyć przedstawiciel resortu pracy. My będziemy starać się jutro wspierać rozmowy między stroną pracowników a stroną pracodawczą, a z drugiej strony oczywiście zastanowić się nad tym, jak wspierać pracowników zatrudnionych w KWK Silesia, gdyby mierzyli się z ryzykiem zwolnienia grupowego. Zaledwie po dobie protestu w kopalni zjawili się prezydenccy ministrowie. Karol Rabenda zapewnia, że prezydent do podpisanej przez siebie ustawy o górnictwie złoży teraz poprawkę, by górnicy z Silesii byli objęci ustawą. Pracujemy nad nią. Przed najbliższym posiedzeniem Sejmu będziemy chcieli ją złożyć. Przy okazji prezydencki minister protest górników wykorzystał do ataków na rząd. Pan minister Motyka, jak i pan premier Donald Tusk chcieliby, żeby ten temat zamilczeć, żeby go nie było, żeby górnicy musieli radzić sobie sami. W ostrzejszym tonie sprzyjający PiS-owi szef Solidarności. Jak dzisiaj pan minister Motyka usiądzie do stołu wigilijnego... Piotr Duda zarzucił ministrowi energii, że to przez niego górnicy zostali zmuszeni do protestowania w okresie świątecznym. Jeżeli ktokolwiek ma dzisiaj złe intencje wobec tych ludzi, to opozycja. PiS. Bo oni chcą ich cynicznie - już to robią - wykorzystać do wygrania jakichś punktów politycznych. To jest ohydne. Jest to naprawdę spontaniczna akcja oddolna. Mówi pracownikowi propisowskich mediów pracownik kopalni Silesia. Jednocześnie - radny PiS-u. Opozycja w postaci PiS-u wykorzystuje do uprawiania polityki górników. Mówią rządzący i przypominają, jak w 2021 roku rząd PiS pominął - mimo licznych apeli - górników z kopalni Silesia w umowie społecznej dla górnictwa. Dlaczego PiS w 2021 roku nie wpisał tej kopalni do umowy społecznej? Chcę zauważyć, że sytuacja się bardzo zmieniła. Politycy PiS niechętnie mówią też o tym człowieku. To Jonasz Drabek, za rządów PiS-u pełnomocnik ds. górnictwa węgla kamiennego. Dziś wybrany na prezesa zarządu firmy Bumech, właściciela kopalni Silesia. Stanowisko obejmie od stycznia. Chciałabym, że minister Motyka, żeby tam pojechał. Pani mówi o górnikach, a ja mówię o tym panu, który jest w zarządzie. Żeby z nimi porozmawiał. To jest w tej chwili kluczowe. A o panu Drabku coś pani powie? Bezpieczeństwo energetyczne jest absolutnym priorytetem. Sasin był znany z tego, że jakby zarządzał pustynią, to by piasku zabrakło na pustyni. Więc jeżeli człowiek Sasina jest w jakiejś spółce, to ja współczuję tej spółce. Do właścicieli kopalni swoje żądania kierują górnicy. Nie została wypłacona barbórka, nie mają wypłaconych do dzisiaj posiłków profilaktycznych, które tym pracownikom się należą. Ale o rozmowach z zarządem ten prezydencki minister, który za rządów PiS był w tym samym resorcie co Janusz Drabek, mówi krótko. Jesteśmy też po rozmowie z firmą Silesią i wiemy, że tam są jakieś rozwiązania. To nie jest nasza sprawa. Co ciekawe, powiązana z firmą Bumech firma Hajer już rozpoczęła poszukiwania brygady ścianowej do kopalni Silesia. Oglądają państwo "19.30" w niedzielę. Co jeszcze przed nami? Dobra zabawa kosztem cierpienia zwierząt? Psy mają o wiele bardziej czuły słuch, ta noc jest dla nich jeszcze trudniejsza. Potem zwierzęta to długo pamiętają. Nie strzelajmy w sylwestra. Przyczyniamy się do zagłady bardzo dużej liczby zwierząt. Legenda francuskiego kina, ikona kultury lat 50. i 60. ubiegłego wieku, modelka i piosenkarka. Nie żyje Brigitte Bardot. Film "I Bóg stworzył kobietę" był jak trampolina do wielkiego ekranu, z którego nie schodziła przez kolejne lata. Wspomnienie artystki przygotował Maciej Gąsiorowski. Tak śpiewała w 1963 roku, u szczytu sławy. Uosobienie piękna, symbol rewolucji seksualnej. Stała się symbolem nowego myślenia o kobiecości, o wyzwoleniu obyczajowym, o tym, jak kobieta ma się ubierać, reklamować, co jej wolno, a co nie. Generał de Gaulle powiedział o niej, że była "francuskim artykułem eksportowym, równie ważnym jak samochody Renault". Karierę aktorską zaczęła w latach 50. Przełomem była rola w tym filmie. "I Bóg stworzył kobietę". Rogera Vadima, jej przyszłego męża. To opowieść o 18-latce, która swym zachowaniem rozpala zmysły męskiej społeczności Saint Tropez. Kiedy BB pojawia się na ekranie, wielu mężczyzn wstrzymywało oddech, a kobiety tym bardziej zazdroszczą takiej kobiecie siły, przebojowości, poczucia humoru. Krytycy doceniali także jej talent dramatyczny - szczególnie w filmie "La verite", czyli "Prawda". Za tę role Włoska Akademia Filmowa dała jej nagrodę dla najlepszej aktorki zagranicznej. W sumie wystąpiła w 40 filmach i nagrała 60 piosenek. Jej urokowi uległ nawet Lech Wałęsa, który w latach 90. miał okazję z nią zatańczyć. Dawno myślałem o tym, to była moja miłość czysta, młodzieńcza, z tamtego okresu, bardzo dawno temu, dobrze, że mogłem spotkać się i porozmawiać. Ładnie zatańczyliśmy sobie, dobrze pasowaliśmy do siebie. Reżyser Krzysztof Zanussi wspomina ją jako jedną najbardziej charyzmatycznych aktorek XX wieku. Połączenie dziewczęcości, niewinności z wyzywającą seksualnością, to było coś jedynego, tego nikt nie umiał podrobić, wiele osób próbowało być do niej podobnymi, nikomu się to nie udało. W 1974 roku, tuż przed swoimi 40. urodzinami, postanowiła zakończyć karierę aktorską. Sławę wykorzystywała do walki o prawa zwierząt. Jest ikoną dla wielu pokoleń, w tym naszego. Kochaliśmy ją za wiele rzeczy, w tym za jej działalność charytatywną na rzecz zwierząt. Miała też olbrzymi wpływ na modę. Spopularyzowała dekolt typu odkryta szyja oraz oba ramiona. Dziś niektóre biustonosze noszą nazwę "bardotka". Ale wzbudzała też kontrowersje. W roku 2000 sąd skazał ją na grzywnę za wypowiedź o tym, że Francja jest "atakowana przez przeludnienie cudzoziemców, zwłaszcza muzułmanów". Była ikoną, postacią bardzo niezależną. Dość szybko odrzuciła system, prawda? Była kobietą wolną i mam wrażenie, że niewiele już takich kobiet widuje się obecnie. Jej śmierć poruszyła Francję i opinię publiczną na całym świecie. Prezydent Macron pożegnał ja dziś tak emocjonalnym wpisem: Brigitte Bardot miała 91 lat. Zimowa aura w wielu miejscach tworzy bajeczne białe krajobrazy, ale z nimi często czerwone alerty. W Alpach to lawinowe zagrożenie, w Skandynawii śnieżyce i wiatr, a nasi zachodni sąsiedzi mierzą się z wyjątkowo niebezpieczną sytuacją na drogach. Z zachwytem na Etnę spoglądają turyści, ale służby apelują, by ten zachwyt nie przysłonił zdrowego rozsądku. Fontanny lawy sięgają niemal 400 metrów. To widok na włoską Etnę - od kilku dni przyciąga turystów na wędrówkę, a narciarzy na stok. Wspinaczka o tej porze jest bardzo imponująca. Ten kontrast między erupcją, śniegiem a morzem tuż pod spodem - to wyjątkowe doświadczenie. Obraz robi wrażenie, ale chmury popiołu rozpościerają się już na 7 kilometrów, dlatego służby wydały czerwony alert lotniczy i apelują o ostrożność. Zimowa aura także we francuskich Alpach, choć warunki wydają się idealne dla narciarzy, pogoda zmienia się z minuty na minutę. W święta pod lawinami zginęły tu dwie osoby. Turyści jeździli poza wyznaczonymi trasami. Jazda poza trasami jest niebezpieczna ze względu na różnorodność struktur śnieżnych. Można trafić na obszary zagrożone lawinami, ale też po prostu na inne górskie niebezpieczeństwa, jak wystające skały. Trudne warunki też w Skandynawii. Na północy Norwegii wiatr i śnieżyce były tak silne, że zamknięto miejscowe lotniska do odwołania. W regionie Nordland 18 tys. domów nie ma prądu. Obudził mnie głośny hałas około 8.00. Wyszedłem na zewnątrz i nagle połowa dachu przeleciała nad balkonem naszego sąsiada. Usłyszałem głośny huk. Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem, że na mój samochód coś spadło. Dowiedziałem się, że to dach sąsiada. W Finlandii podobnie - po wichurach prądu nie ma 166 tys. gospodarstw domowych. Porywy wiatru przekraczały 130 km na godzinę. Na lotniskach gigantyczne opóźnienia. Jestem tu jakoś od 10.00, teraz jest około 19.00, spędziliśmy na lotnisku prawie 9 godzin. Pogoda daje popalić nawet za oceanem. W Nowym Jorku i New Jersey służby ogłosiły stan wyjątkowy. W niektórych miejscach spadło 30 cm śniegu. Świąteczne powroty są utrudnione i tu odwołano już ponad 2 tys. lotów. Wspaniale było przyjechać do Nowego Jorku i zobaczyć śnieg. W Kalifornii mieszkańcy wciąż sprzątają po powodzi. Najbardziej ucierpiało miasto Wrightwood - lawiny błotne pochłonęły kilkadziesiąt domów i pojazdów, wdzierając się do budynków. Ludzie przychodzą do nas po drewno czy inne rzeczy do rozpalania ogniska, bo nie mają prądu. Propan jest bardzo popularny, plandeki też. Mamy dom na dole, woda weszła do środka, ale już usunęliśmy błoto, mój garaż nie wygląda najlepiej, ale widziałem inne domy, nie mogę narzekać. W powodziach w Kalifornii zginęły 4 osoby. Niebawem w Niemczech ma zostać ogłoszony konkurs na pomnik polskich ofiar narodowego socjalizmu i niemieckiej okupacji. Co z pewnością kolejny raz ożywi dyskusję wokół odszkodowań dla ofiar. To byłby nie tylko symboliczny gest, ale i wymierna pomoc. Przyznają to sami zainteresowani, choć za najlepsze przepracowanie trudnej historii uznają dobrą współpracę i przyjaźń między współczesnymi Polakami i Niemcami. Ja miałam 11 lat. A ja 13. Ewakuowani z matkami z Birkenau, po obozowej gehennie trafili na roboty przymusowe tu, do Berlina. Odgruzowywali miasto, które było centralą zarządzania zbrodniczą machiną. Musieliśmy oczyszczać z cegieł ten tynk, a nie było czym. Kawałek takiej blachy nam dali, to się łamało, ręce nam krwawiły. Za sobą mieli 5 lat okupacji, powstanie warszawskie, niewyobrażalne cierpienie. Przed - całe życie. Byliśmy bardzo młodzi, ale już myślący trochę jak dorośli. Dziś wracają w dobrze znane im miejsca. Jest moja Arbeitskarte, czyli dowód pracy jako jednego z tych, którzy przeżyli. Dźwigają ciężar przeżyć, ale nie stronią od Niemców. Tu podczas spotkania z prezydentem Niemiec i ocalałymi z innych krajów. To byłoby fatalne, gdyby oceniać dzisiejszych Niemców jak tamtych, którzy prowadzili wojnę, wypędzili mnie z domu, zabili mi ojca, to są przecież inni ludzie. Ale pozostały rany i niewyrównane rachunki. Przy wypłatach nie tylko jest ważna ta wartość materialna, wartość finansowa, ważny jest gest uznania za ofiarę i taki gest zadośćuczynienia. Niemcy odszkodowania zaczęli wypłacać dopiero w latach 90. Wtedy w Polsce żyło jeszcze około 800 tys. ofiar bezpośrednich represji. Dziś pozostało kilkadziesiąt tysięcy osób. Niektórzy są rzeczywiście w bardzo trudnej sytuacji, bo wszyscy są wiekowi, i na pewno jakakolwiek pomoc byłaby bardzo wskazana. Stąd ten apel - w Niemczech odebrany jako próba nacisku na Berlin. Pospieszcie się, jeśli chcecie naprawdę wykonać taki gest. Wydaje się, że presja nie jest już potrzebna w tym wypadku. W przyszłym roku ma zostać ogłoszony konkurs na projekt stałego pomnika polskich ofiar wojny, który ma stanąć w miejscu tymczasowego, przez wielu krytykowanego. Niesłusznie - uważa były więzień Auschwitz. Jest to zapowiedź tego, co będzie, i tego pomnika, który powstanie. To nie jest żadna obraza, a dowód, że nad tym się pracuje. Ma jedno życzenie. Żeby jeszcze trochę z nas, tych byłych więźniów, jeszcze ten pomnik zobaczyło. Cierpienia nie da się przeliczyć na żadne pieniądze. Podobnie jak nie ma jednej właściwej formy upamiętnienia ofiar niemieckich zbrodni. Stworzenie akceptowalnego pomnika będzie wyzwaniem. Dobrze byłoby, by głos tych, którzy czekają na niego najbardziej, został wysłuchany. Bez fajerwerków nie znaczy - bez dobrej zabawy, co z sukcesem udowadniają kolejne miasta. Z pokazu sztucznych ogni w sylwestrową noc rezygnuje m.in. Rzeszów. To, co dla nas jest spektakularnym dodatkiem do zabawy, dla zwierząt oznacza traumę, z którą mierzą się przez długi czas. Dlaczego warto dołączyć do akcji "Nie strzelam w sylwestra"? Po cichej nocy przyjdzie ta najgłośniejsza w całym roku. Ja się boję, nie używam fajerwerków. Strata czasu, pieniędzy. Sporych pieniędzy, bo w sylwestra po północy Polacy puszczą z dymem kilkaset milionów złotych. Na niebie cieszą oko tylko przez chwilę, niewłaściwie użytkowane mogą zostawić trwały ślad. Najważniejsze obrażenia dotyczą oparzeń, ale nie tylko, może dojść do urazu słuchu czy narządu wzroku. Kilka dni temu w Rokietnicy w Wielkopolsce wybuch poważnie uszkodził dom. W środku dwóch nastolatków modyfikowało zakupione w intrenecie petardy. Jeden z nich walczy o życie. Nie powinno być takiej możliwości, żeby osoby niepełnoletnie na własną rękę kupowały albo zdobywały fajerwerki. W ubiegłorocznego sylwestra doszło do ponad 1200 pożarów. Powodem większości były petardy. Sylwestrowa noc dla wielu z nas może być niezapomniana, niestety może też na długo zostać w głowach zwierząt. Ptaki stres mogą odczuwać nawet przez 10 dni, a to może podciąć skrzydła. Dla zwierząt jedyną reakcją na huk jest ucieczka, bardzo gwałtowna. Ptaki, które żyją w mieście, wzbijają się w powietrze i bardzo często giną, uderzając w szklane powierzchnie, których w mieście nie brakuje. W poznańskim zoo dziś spokój. Makaki i pandki rude teraz ciekawskie, w sylwestra ze strachu będą się chować. Dlatego wybór petard to nie jest strzał w dziesiątkę. Prosimy, nie strzelajcie, nie strzelajcie, nie używajcie tych petard, nawet nie zdajecie sobie sprawy, jaki to stres dla tych zwierząt. Bo zwierzęta słyszą to kilka razy głośniej niż my. Spłoszone trafiają do schronisk. Biegną na oślep, szczególnie psy, ale koty też przeżywają te głośne odgłosy. Lolka, Lorie i Czika nauczyły się już w życiu wiele. Nawet najlepsze szkolenie nie przygotuje jednak w 100% psa na sylwestrowe stresy. Można je jednak minimalizować. Zasłonić żaluzje, żeby do psa nie docierały błyski świateł, i najlepiej odpalić jakąś muzykę, żeby to wszystko przygłuszyć. Sylwestrowy huk niesie się echem w corocznej dyskusji, czy nie zrezygnować z tej głośnej zabawy. Petard nie będzie chociażby na miejskich zabawach w Warszawie czy w Rzeszowie. Będzie sylwestrowe party z DJ-em, natomiast nie będzie dużej imprezy, nie będzie też fajerwerków. Za strzelanie, które będzie zakłócało spokój, grozi mandat wysokości 5 tys. zł. Wielkie powroty, milionowe rekordy, międzypokoleniowe duety. W tym roku w Polsce królował rap, z kolei na światową scenę z przytupem wróciła muzyka taneczna. A Sandra Meunier przygotowała dla państwa muzyczne podsumowanie mijającego roku. Ten rok miał jednego wyraźnego faworyta. Mata - najpopularniejszy artysta w kraju i jedna z najmocniejszych marek współczesnej muzyki. Jego utwory odtworzono ponad 400 mln razy. A to utwór z najczęściej odtwarzanej płyty roku "Napisz, jak będziesz" Sobla. Ale tuż przed świętami wydarzyło się coś, na co fani czekali ponad 2 lata. Wrócił Taco Hemingway, artysta, który nie musi niczego udowadniać, a mimo to wciąż ustanawia nowe rekordy. W ciągu jednej doby pobił dwa: najczęściej streamowany artysta i najczęściej streamowany album - "Latarnie wszędzie dawno zgasły". Krążek został odtworzony niemal 8 mln razy w 24 godziny. Jego fenomen tkwi w tym, że on tworzy całe opowieści, jest świetnym narratorem. Ma bardzo sprawne pióro i pięknie tym słowem operuje. Ten rok to też czas muzycznych mostów - międzypokoleniowych i międzygatunkowych. Mata i Maryla Rodowicz, PRO8L3M i Anita Lipnicka - połączenia, które jeszcze kilka lat temu wydawałyby się nie do pomyślenia. To również moment ważnych pożegnań. Quebonafide ogłosił koniec swojej rapowej drogi. A najczęściej odtwarzanym utworem został "Dom nad wodą" Pezeta i Auera. Do jego drugiego życia przyczynił się TikTok i nowe aranżacje, jak ta w wykonaniu Dody. To dowód, że w streamingu data premiery nie gra roli. Liczą się emocje. W polskiej muzyce ponownie dominował rap - gatunek, który już dawno przestał być alternatywą i na dobre zadomowił się w mainstreamie. W pierwszej dziesiątce najpopularniejszych artystów w kraju znaleźli się wyłącznie raperzy. To już nie są tylko mężczyźni, biedni, z nizin społecznych, z blokowisk. To są już młode dziewczyny, raperki, jak Bambi. To jest młodzież raczej z elity intelektualnej. W muzyce jak w życiu. Nie zawsze wygrywa ten, kto był pierwszy. Wygrywa ten, którego dźwięk zostaje w sercu najdłużej. A na świecie? Numerem 1 został Bad Bunny. Nadal triumfują też Taylor Swift i The Weeknd. A najczęściej słuchanym utworem minionych miesięcy było "Die With A Smile" Lady Gagi i Bruno Marsa. Mamy powrót do muzyki tanecznej, do niezwykle popularnego od wielu lat reggaetonu, do takich głębszych, tanecznych brzmień, miękkich dźwięków i oczywiście przekaz, tekst - to się dziś liczy. Emocje przede wszystkim, czyli nasze problemy. Mata przypieczętuje swój sukces kolejnymi koncertami na Stadionie Narodowym. Podobnie jak Taco Hemingway. Cała pula biletów zniknęła w mgnieniu oka. Artysta wystąpi w kilku miastach. A jego powrót już dziś uznawany jest za jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych roku. Musimy to zrobić, bo umiera wielu ludzi. Obaj prezydenci chcą zawrzeć umowę. Wierzę, że mamy 2 chętne kraje. Bardzo dziękuję za pańskie wsparcie. Nasze zespoły robią, co tylko mogą. Uważam, że w ciągu ostatnich miesięcy zrobiliśmy znaczący postęp w negocjacjach. Bardzo państwu dziękuję za wspólnie spędzony czas. Za chwilę "Pytanie dnia". Gościem Aleksandry Pawlickiej będzie senator PSL Waldemar Pawlak, były premier. Ciekawego wieczoru, do zobaczenia.