Tragedia w Krakowie. Lekarz ofiarą nożownika. Echa debaty. Kto zyska, kto straci? Przyczyny awarii. Kto odpowiada za hiszpański blackout? Joanna Dunikowska-Paź, zapraszam na "19:30". "Byliśmy bezradni, to niewyobrażalna tragedia" - mówią lekarze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, którzy walczyli o życie swojego kolegi. Lekarza, który został zaatakowany przez nożownika w gabinecie ortopedycznym, udzielając pomocy innej osobie, nie udało się uratować. Po kolejnym brutalnym ataku na medyka przerażeni pracownicy ochrony zdrowia pytają, jak mają nieść pomoc bez strachu o własne życie. To jest coś niewyobrażalnego. Ale to niewyobrażalne jednak się stało. Około 10.00 rano do gabinetu ortopedy w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie wtargnął 35-letni mężczyzna. Najpierw słownie wyrażał swoje niezadowolenie z przeprowadzonego zabiegu ortopedycznego, a następnie wyjął nóż i kilkukrotnie ugodził lekarza. W tym czasie w gabinecie znajdowała się pacjentka, której na szczęście nic się nie stało. Na krzyki kobiety zareagowali ochroniarze, potem do szpitala przyjechała policja. Kiedy interweniowała ochrona, mężczyzna był pobudzony. Natomiast kiedy interweniowali policjanci, kiedy został obezwładniony, uspokoił się i wykonywał polecenia policjantów. Pomocy rannemu w brzuch i klatkę piersiową ortopedzie udzielono niemal natychmiast, w walkę o jego życie zaangażowanych było ponad 20 osób. Niestety obrażenia, jakie otrzymał, były śmiertelne. Niepowetowana strata. Wszyscy znaliśmy Tomka, cudowny ortopeda, cudowny człowiek. Pracował w tym szpitalu od wielu lat. Mnie po prostu brak słów. Na tragedię zareagowali m.in. premier oraz prezydent. Przesłuchanie zatrzymanego mężczyzny zaplanowane jest na jutro, potem najprawdopodobniej usłyszy zarzuty. Środowisko lekarskie jest pogrążone w żałobie. Przypadki, kiedy lekarz jest zaszczuwany w Internecie, kiedy słyszy obelgi pod swoim nazwiskiem, to nie są przypadki odosobnione. To, czego się obawiamy, to że lekarze będą się obawiali wykonywać swój zawód. Bo to kolejny w ostatnich miesiącach przypadek agresji wobec personelu medycznego. Wczoraj w Szpitalu Specjalistycznym w Częstochowie pacjent brutalnie zaatakował lekarkę. Pacjent znieważył lekarkę, popchnął ją, uderzył w twarz i kopnął. Groził jej też pozbawieniem życia. Zawód lekarza staje się bardzo niebezpieczny z uwagi na to, że pacjenci są nieobliczalni. Dla większej ochrony lekarzy i ratowników medycznych rząd jeszcze w czerwcu ma przyjąć nowelizację Kodeksu karnego. Za przemoc wobec osób ratujących życie może grozić nawet 5 lat więzienia. Wciąż głośne są echa poniedziałkowej przedwyborczej debaty. Kandydaci oko w oko i w ogniu wzajemnych pytań wywoływali do tablicy politycznych przeciwników lub koalicjantów w zależności od przyjętej taktyki. Na debacie pojawiła się porzucona w Końskich biało-czerwona flaga, po dyskusji zostały pamiątkowe selfie i oceny kandydatów. Wszystkiemu przyjrzał się Daniel Chaliński. Ponad dwugodzinna debata pełna pytań, złośliwości i gadżetów, zaczęła się od nawiązania do... Pozwoli pan, że odpowiem, co tu robi ta polska flaga. ...Końskich. W chwili gdy Rafał Trzaskowski wyciągnął flagę, jego sztab opublikował spot. Panie Karolu, nie zapomniał pan czegoś? Zawsze z tą piękną biało-czerwoną flagą. Jak widać, nie zawsze, bo Karol Nawrocki po debacie w Końskich flagę zostawił przy swoim stanowisku. Wszyscy wiemy, co to oznacza porzucić flagę na placu boju. Każdy to wie z historii Polski i każdy, kto interesuje się wojskiem. Flagi po prostu się nie porzuca i dlatego ją tu dzisiaj mam. I na tym - zdaniem obserwatorów sceny politycznej - zyskał. Myślę, że ten rekwizyt już będzie Trzaskowskiemu towarzyszył do 1 czerwca, że tę flagę będzie nosił wszędzie, co jest niesłychanie dla Nawrockiego niewygodne. Niewygodne z kilku powodów. Bo przecież PiS i sam Karol Nawrocki z biało-czerwoną flagą się nie rozstają. Przykładem jest chociażby ostatnia konwencja kandydata PiS. On sam, dziś komentując zostawienie flagi, nawiązuje do wydarzeń z Monte Casino. Symbolem tego, że ta twierdza została zdobyta. I tłumaczy, że flagę zostawił - uwaga - specjalnie. Wszedłem, wygrałem, zostawiłem Rafałowi Trzaskowskiemu biało-czerwoną flagę. Tyle że Nawrocki przekazał Trzaskowskiemu flagę LGBT, a nie biało-czerwoną. Tę zostawił przy swoim pulpicie. Biało-czerwonej nigdy nie wypuszcza się z rąk. Rafał Trzaskowski z biało-czerwoną flagą udał się po debacie na swój wiec. Dziś rano w mediach społecznościowych zamieścił z nią zdjęcie. Ale debata w formie jeden na jeden miała też kilka innych ważnych momentów. Magdalena Biejat pytała Sławomira Mentzena o historię 14-letniej niepełnosprawnej dziewczyny, którą zgwałcił członek rodziny. Gdyby pan mógł decydować o kształcie prawa aborcyjnego w Polsce, to podtrzymuje pan słowa, żeby ta dziewczyna nie miała prawa do przerwania ciąży? Mam nadzieje, że tego rodzaju przypadki będą jak najrzadsze. Natomiast żeby takie były, to trzeba realizować zupełnie inną politykę niż wy. Odpowiedzi jednoznacznej zabrakło. Za to Szymon Hołownia zarzucił Rafałowi Trzaskowskiemu upolitycznienie spółek Skarbu Państwa. Czy jeżeli zostaniesz prezydentem, to podpiszesz ustawę, która porządkuje sytuację w spółkach Skarbu Państwa, która nie dopuści do tego, że partyjny nepotyzm, zatrudnianie hejterów, ludzi z Tramwajów Warszawskich było standardem? To jest bardzo łatwe się dystansować do tego, co robi rząd, i atakować go z wygodnej pozycji, ale przypomnę ci, że jesteś drugą osobą w państwie i ponosisz dużo większą odpowiedzialność za to, co się teraz dzieje w spółkach Skarbu Państwa niż ja. Było też nawiązanie do zdjęć, które marszałek robił podczas pogrzebu papieża Franciszka. Sławomir Mentzen. Nie może być inaczej, zapraszam. Zdjęcie Sławomir Mentzen wrzucił w trakcie debaty do sieci. Szybko odpowiedział mu Szymon Hołownia. Pozostali kandydaci też wielokrotnie korzystali z tabletów czy z telefonów. Maciej Maciak postanowił nawet go odebrać i wyjść na papierosa. Były też rekwizyty. Jestem hydraulikiem z zawodu pierwszego. Wiem, jak dokręcić wszystkim politykom śrubę. Pierwsza tura wyborów odbędzie się 18 maja. 6 dni wcześniej odbędzie się debata w Telewizji Polskiej. Antysemickie i antyukraińskie hasła Grzegorza Brauna czy podziw dla Władimira Putina wyrażany przez Macieja Maciaka. Podczas debaty nie brakowało radykalnych poglądów. Nie zawsze warto je cytować, ale trzeba zapytać, gdzie wolność słowa przekracza granice zdrowego rozsądku. Była debata, jest pozew. To był obrzydliwy antysemicki ściek. Magdalena Biejat składa zawiadomienie do prokuratury przeciwko Grzegorzowi Braunowi za szerzenie mowy nienawiści. Jego miejsce nie jest w polityce, nie jest w europarlamencie, jest w areszcie. To efekt antysemickich haseł z debaty. Czy dostrzega pan problem judaizacji, czy mówiąc prostszym językiem: Żydzi mają stanowczo za dużo do powiedzenia w polskich sprawach. Na słowa Brauna ostro zareagowała Magdalena Biejat. To jest skandaliczne, że pozwala się na to, żeby taki ściek antysemicki, jaki zaprezentował pan Braun na samym początku tej debaty, przeszedł w tym studiu bez echa. Ja nie będę milczeć wtedy, kiedy ludzie mówią takie rzeczy. To zresztą nie jedyny taki moment debaty. Kilka dni temu był pan oflagowany żydowskim żonkilem. Nieprawdopodobne. Tym znakiem żydowskim, hańby. O czym pan mówi?! Jakiej hańby? To było powstanie w getcie. O czym pan opowiada? To są bohaterowie naszej historii. Coś nieprawdopodobnego. Ja tego nie będę słuchał. Powstanie w getcie warszawskim było pierwszym zbrojnym zrywem w okupowanej przez Niemców Polsce. To, co mówi pan Braun, to są słowa żywcem wzięte z nazistowskiej, niemieckiej propagandy z lat 30. ubiegłego wieku. Politycy Platformy z kolei wytykają kandydatowi PiS i zarazem prezesowi IPN, że nie zareagował na słowa Brauna. Gdyby Karol Nawrocki nie był kandydatem na prezydenta, powiedziałbym, że powinien natychmiast podać się do dymisji, jeśli chodzi o szefa IPN. Pan redaktor wie, jaka była formuła debaty. Nie było w stanie zareagować na wypowiedzi wielu kandydatów. Chyba nie ma pan redaktor wrażenia, że ja... Nie jestem antysemitą, jestem dumnym Polakiem. To już drugie zawiadomienie Magdaleny Biejat. Pierwsze dotyczyło wtargnięcia Brauna do szpitala w Oleśnicy do gabinetu lekarki, która przeprowadziła aborcję w 36. tygodniu ciąży, powołując się na przesłankę zagrożenia zdrowia i życia kobiety. Po tych wydarzeniach w liście otwartym od Grzegorza Brauna odcięła się siostra. To jest człowiek, który zamienia się w naszego własnego rodzimego terrorystę, tyle że z immunitetem, za co możemy podziękować Konfederacji, która wpuściła go na listy. Grzegorz Braun został usunięty z Konfederacji, gdy ogłosił konkurencyjny do Sławomira Mentzena start w wyborach prezydenckich. Nie zgadzam się z poglądami prorosyjskimi pana Maciaka, antysemityzmu pana Brauna ja się nie dopatrzyłem. Rok temu Braun usłyszał zarzuty znieważenia na tle religijnym za ten incydent gaszenia świecy chanukowej w sejmie. Na pytanie o dzisiejszy pozew nie chciał odpowiadać, mówiąc, że konferencja ma inny temat, i tak wypraszając dziennikarza. Wypad z baru. Szerokim echem... Czy podziwia pan Putina? ...odbiły się też te słowa Macieja Maciaka. Każdy z nas tutaj w Polsce nie dałby rady wytrzymać takiej presji. To świadczy o tym, że jest bardzo dobrym politykiem. To, co przed chwila usłyszeliśmy, to coś nieprawdopodobnego, w momencie kiedy Putin morduje ludzi, morduje dzieci, pozwala na gwałty w Ukrainie. Słowa uznania Macieja Maciaka dla Putina natychmiast zacytowały rosyjskie media. Wczoraj już zupełnie odkrył karty. Pokazał, że jest po prostu testowym politykiem opcji rosyjskiej w Polsce. Po wczorajszej debacie padają pomysły zwiększenia wymaganej do rejestracji kandydata liczby podpisów. Ten język debaty musi być na odpowiednim poziomie. On nie może znajdować się w rynsztoku. Ile to powinno być? Myślę, że 400-500 tysięcy. Myślę, że to powinno być radykalnie więcej. Dziś wystarczy zebrać minimum 100 tysięcy. Rekomendacja wdrożenia 28 postępowań karnych oraz 43 dyscyplinarnych wobec prokuratorów. Poznaliśmy drugą część raportu z audytu spraw z lat 2016-2023 z czasów rządów PiS. Specjalny zespół prokuratorów wniosków ma więcej, a to, co się w nim znalazło, przeanalizował Mateusz Dolatowski. Niezależność prokuratora dla ówczesnego kierownictwa prokuratury nie miała znaczenia. To jeden z głównych wniosków drugiej części raportu, gdzie na blisko tysiącu stron opisano nieprawidłowości w ponad dwustu sprawach z czasów, gdy na czele prokuratury stał Zbigniew Ziobro. Dzisiaj głównym moim zadaniem jest zadanie eliminacji wszelkiej patologii, jaka miała miejsce w prokuraturze. Zespół badający sprawy rekomenduje, by w 36 sprawach podjąć lub wznowić postępowanie, w 28 - wdrożyć postępowanie karne dotyczące działań prokuratorów, a w 43 - postępowanie służbowe. A to główny wniosek z raportu: Wykazano nie tylko brak obiektywizmu i bezstronności, ale przede wszystkim wykorzystanie prokuratury do realizacji politycznych celów, i to nie tylko w skali ogólnokrajowej, ale nawet lokalnej. Zbigniew Ziobro to głowa tej całej machiny, która zniszczył system prawa w naszym kraju. To dobrze, że prokuratura analizuje te śledztwa, które zostały po prostu zaniedbane i wykonywane na polityczne zamówienie. Idzie sprawiedliwość po Adama Bodnara. To jest groźba? Nie, to jest fakt. Gdy prokuratura rozlicza przeszłość polityków PiS-u, w kampanii wyborczej mowa już o przyszłości. Zakończenie projektu "Rozliczenia poprzedników" będzie możliwe tylko wtedy, gdy w Pałacu Prezydenckim nastąpi realna zmiana - słyszymy od rządzących, by prezydent nie kontynuował działań obecnej głowy państwa. Celem kampanii prezydenckiej PiS-u jest, żeby prezydentem został Karol Nawrocki, później hurtowo ułaskawiał wszystkich tych, którzy dopuścili się złodziejstwa, patologii i szalbierstw. Większość badanych w sondażu Opinia24 dla Radia Zet chce, by obecna władza rozliczyła poprzednią, z PiS na czele. Co ciekawe, mimo takiej narracji polityków PiS-u... To są więźniowie polityczni. ...blisko 1/3 wyborców Karola Nawrockiego uważa, że należy pociągnąć polityków PiS-u do odpowiedzialności. Dlaczego tych 26% nie udało się przekonać do waszej wizji? Te sondaże mają taką samą wartość jak sondaż prezydencki z 2015 roku. Podzieleni są też wyborcy Sławomira Mentzena. Ponad połowa jest przeciwna rozliczeniom, ale 41% powiada się za nimi. Bardzo liczymy na tych wyborców Konfederacji, którzy wiedzą, jak wyglądało państwo PiS i którzy wierzę, że zagłosują za Rafałem Trzaskowskim w drugiej turze. W ostatnim sondażu dla TVP Sławomir Mentzen miał 15% poparcia. Ciemność i kompletny paraliż dróg, lotnisk i kolei. Taki był krajobraz minionych godzin w wielu miejscach w Hiszpanii, Portugalii i Francji. I chociaż sytuacja wraca do normy, to pozostawia poważne pytania. Czy "rzadkie zjawisko atmosferyczne" spowodowało blackout, który dosłownie zatrzymał w miejscu Półwysep Iberyjski? Dla mieszkańców Hiszpanii było to wyjątkowo długie 9 godzin. O czym świadczą te pełne emocji reakcje na częściowe przywrócenie zasilania. Rozległą awarię - jedną z największych w historii Europy - udało się usunąć niemal w pełni dopiero nad ranem. I dopiero wtedy wielu ludzi mogło wrócić do domów i swoich bliskich. Te kobiety do Walencji przyjechały po całej nocy spędzonej na dworcu w Madrycie. Panował chaos. Nikt nic nie mówił. Nie było prądu, połączeń komórkowych, nie można było rozmawiać z krewnymi. W związku z blackoutem premier Hiszpanii zwołał dziś kolejne już nadzwyczajne posiedzenie rady bezpieczeństwa z udziałem króla Filipa VI. Hiszpania na szczęście przezwyciężyła najgorszy kryzys i zmierza ku odzyskaniu pełnej normalności. Ale ponad dobę po awarii systemu zasilania wciąż nie zna jej przyczyn. Hiszpański rząd zamierza dotrzeć do sedna tej sprawy. Zostaną podjęte niezbędne reformy i środki, aby zapewnić, że to się nigdy więcej nie powtórzy. Wczoraj po południu w ciągu pięciu sekund z systemu zniknęło nagle 15 gigawatów energii. To 60% procent jego mocy. Po Hiszpanii awaria objęła Portugalię oraz część Francji. Operator systemu wykluczył, że była spowodowana cyberatakiem, błędem ludzkim lub zjawiskiem atmosferycznym. Szef rządu, że przyczyniła się do niej nadprodukcja elektryczności ze źródeł odnawialnych. Ale hiszpański Sąd Najwyższy zapowiedział śledztwo w sprawie możliwego ataku terrorystycznego. Skala awarii była bezprecedensowa. Uważnie przyglądamy się przyczynom i temu, jak dobrze byliśmy przygotowani, oraz jakie wnioski można wyciągnąć z tego incydentu. Dziennik "El Pais" ocenia, że blackout mógł kosztować tylko hiszpańską gospodarkę nawet 4,5 mld euro. Ale kryzys energetyczny może też wywrócić do góry nogami scenę polityczną kraju, Liberalna Partia Kanady triumfuje w wyborach do Izby Gmin. To dla liberałów czwarta kadencja z rzędu i to sytuacja, której nie było od ponad wieku, a wyborczego paliwa dostarczył sam Donald Trump. Jak wybrała Kanada? Gdy Kanadyjczycy wczoraj szli głosować, Donald Trump powtórzył propozycję nie do odrzucenia: "Jeśli Kanada stanie się ukochanym 51. stanem USA, cła spadną do zera". Donald Trump. Donald Trump. Donald Trump. Dlatego te wybory stały się referendum przeciw Trumpowi. I wygrał je anty-Trump: Marc Carney - nowy szef Liberałów, były prezes Banku Centralnego. 45 dni temu zastąpił Justina Trudeau. Jeszcze na początku stycznia Liberałowie byli w sondażach 24 punkty procentowe za Konserwatystami. Ale autodymisja Trudeau i nominacja Carneya dały im czwarte zwycięstwo z rzędu. Prezydent Trump próbuje nas złamać, by Ameryka mogła nas przejąć. To się nigdy nie stanie! Nasze stare relacje ze Stanami Zjednoczonymi, relacje oparte na coraz większej integracji, dobiegły końca. Kandydaci Liberałów na posłów wieszali jego zdjęcie na swoich biurach. Wiarygodność Carneya, byłego prezesa Banku Centralnego, dała im nowe polityczne życie. Zostałam nawet członkiem Partii Liberalnej, by głosować na Carneya w tych wyborach. To on ma znaleźć strategię na agresywną retorykę i cła Trumpa. Po pierwsze trzeba dać zdecydowany odpór, cła odwetowe, i jasno odpowiedzieć, że nigdy nie damy się skolonizować przez USA. A jednocześnie musimy rozmawiać z nimi, by cofnąć te cła. I po trzecie trzeba rozbudować naszą gospodarkę, wzmocnić konsumpcję wewnętrzną i szukać nowych rynków. Lider Konserwatystów stawiał na tematy wewnętrzne: drożyznę po pandemii, kryzys mieszkaniowy i migracyjny. W polskim sklepie walczył o głosy Polonii. Jak kroił szynkę, to powiedział, że będzie obcinał podatki. Konserwatyści są jednak podzieleni w podejściu do Trumpa. Nie wszyscy widzą w nim egzystencjalne zagrożenie. Konserwatyści będą współpracować z premierem i wszystkimi partiami, mając na uwadze wspólny cel, jakim jest obrona interesów Kanady i zawarcie nowej umowy handlowej, która zniesie cła, a jednocześnie ochroni naszą kanadyjską suwerenność. Od miesięcy także Kanadyjczycy dystansują się do Amerykanów, kupują swoje produkty, odwołują wakacje w Stanach i sprzedają posiadłości na Florydzie. 9 maja to będzie ważny dzień w historii polsko-francuskich relacji. Oba kraje podpiszą nowy traktat o przyjaźni i współpracy, zastępując umowę z lat 90. Porozumienie ma być przełomowe, zarówno w kwestii współpracy politycznej, jak i bezpieczeństwa. A czas i miejsce mają być symboliczne. Dlaczego? O tym, że Francja i Polska pracują nad traktatem o przyjaźni i współpracy, głośno było od miesięcy. Prezydent Emmanuel Macron potwierdził właśnie, że wraz z premierem Donaldem Tuskiem tę umowę uroczyście podpiszą 9 maja w Nancy. To będzie wydarzenie historyczne, obiecuje Pałac Elizejski, bo traktat dotyczyć ma wszystkich najważniejszych obszarów współpracy strategicznej, czyli obronności i energii, w tym energii jądrowej, migracji, transportu, nauki, kultury i sportu. Francuzi, podobne porozumienia podpisali już z Niemcami, Hiszpanią i Włochami. Zobowiązali się w nich m.in. do szybkiej pomocy w przypadku agresji zbrojnej. Chociaż nie znamy na razie szczegółów umowy z Polską, to w niej też zawarte mają być silne klauzule bezpieczeństwa. Polski rząd mówi nawet o punkcie zwrotnym na drodze do wspólnego bezpieczeństwa. Polska będzie pierwszym krajem niegraniczącym z Francją, który podpisze takie porozumienie. W Nancy, bo to miejsce symboliczne dla relacji polsko-francuskich. To tam, po wygnaniu z kraju, zamieszkał jako książę Lotaryngii polski król Stanisław Leszczyński. Poranny paraliż stolicy. Niemal w jednym czasie doszło do dwóch wypadków na trasie S2, rannych zostało 14 osób. Z kolei w centrum Warszawy, na rondzie de Gaulle'a, zderzyły się dwa tramwaje. Tu ucierpiało 19 osób. W samym szczycie porannych podróży miasto było kompletnie zablokowane, a służby apelowały do kierowców o zdjęcie nogi z gazu, schowanie telefonu i zwrócenie szczególnej uwagi na drogę. To był prawdziwy test dla służb. Początek całej serii wypadków był tu, na obwodnicy Warszawy, gdzie tuż przed trzecią nad ranem autobus relacji Mińsk-Wrocław wypadł z drogi i uderzył w bariery. Autobusem podróżowało 26 osób i kierowca. Na miejsce zostały zadysponowane duże siły - 23 zastępy straży pożarnej, 7 ambulansów. Kiedy na miejsce wypadku dojeżdżały kolejne jednostki straży pożarnej, niespodziewanie w stojący na drodze wóz OSP z impetem wjechał tir. Prawdopodobnie kierowca nie dostosował prędkości do warunków panujących na drodze. Był trzeźwy. Zderzenie było tak silne, że kabina ciężarówki została zmiażdżona. Kierowca tej ciężarówki został zakleszczony i trzeba było go ewakuować z kabiny, użyć narzędzi hydraulicznych, żeby go uwolnić. Łącznie rannych zostało 17 osób, w tym dwie ciężko. Jeszcze przed południem pojazdy udało się usunąć z trasy i udrożnić przejazd. Tu z kolei, w samym centrum stolicy, na niezwykle ruchliwym rondzie de Gaulle'a rano zderzyły się dwa tramwaje. Poszkodowanych zostało 19 osób. 11 z nich trafiło do szpitali, pozostałym ratownicy medyczni udzielili pomocy na miejscu. Na przystanku jeden tramwaj wjechał w tył drugiego. Tramwaj został ściągnięty do zajezdni i teraz komisja będzie ustalała dokładne przyczyny zdarzenia. Oba tramwaje były pełne pasażerów. Służby zdały test, kierowcy - zdaniem pogotowia - niekoniecznie. Nie posłuchali apeli w mediach o omijanie miejsca wypadku, w którym było wielu poszkodowanych. Większość samochodów nie reagowała na sygnały dźwiękowe i świetlne, w związku z tym ambulanse przebijały się przez torowiska tramwajowe. Utrudnienia w ruchu w centrum trwały kilka godzin. Dużo tragiczniejszy był wypadek w wielkopolskim Lęgniszewie. Jadący BMW ojciec z 10-letnim synem, zderzył się czołowo z ciężarówką. Obaj zginęli. Najbliższe dni na drogach, kiedy Polacy ruszą na majówkę, będą wymagały więcej uważności. Tysiące policjantów czuwających nad bezpieczeństwem nie zastąpią rozsądku każdego z nas. Ochrona najmłodszych i bezbronnych zawsze powinna być priorytetem, czasem tylko brakuje skali, by opisać ogrom cierpienia. Jak w przypadku noworodka z zachodniopomorskiej Rynicy zakopanego tuż po urodzeniu czy dziecka z Gorzowa Wielkopolskiego, które nie zdążyło przeżyć nawet miesiąca i skatowane zmarło w szpitalu. Statystyka przeraża, i to nie jest pełen obraz dramatu. Wieś Rynica na Pomorzu Zachodnim. To tu na jednej z posesji odnaleziono ciało noworodka. Z ustaleń śledczych wynika, że dziecko zostało zakopane tuż po urodzeniu, zmarło w wyniku uduszenia. Zbrodni miały dokonać matka i babcia. Na wniosek prokuratora Sąd Rejonowy w Gryfinie zastosował względem dwóch kobiet środek zapobiegawczy w postaci aresztowania na okres 3 miesięcy. Obie usłyszały zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Mieszkańcy wsi nadal nie mogą uwierzyć, jak ktoś mógł być zdolny do takiego okrucieństwa. Ja spać nie mogłam. Szok, wielki szok. Nikt nie podejrzewał, że żyje tutaj z takimi ludźmi. Trudno uwierzyć też w okrucieństwo, które spotkało trzytygodniowego Rafałka z Gorzowa. Chłopiec w czerwcu ubiegłego roku trafił do szpitala z tak poważnymi obrażeniami, że mimo wysiłków lekarzy nie udało się go uratować. Katem okazała się matka. Przyczyną śmierci noworodka był zespół dziecka potrząsanego. Julianna K. dziś usłyszała wyrok 8 lat pozbawienia wolności za znęcanie się nad synem, ale prokuratura nie wyklucza apelacji. W mojej ocenie kara 8 lat pozbawienia wolności nie jest adekwatna do stopnia społecznej szkodliwości i winy oskarżonej. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę alarmuje, że rocznie w Polsce ponad 30 dzieci ginie z rąk rodziców, a te dane mogą być niedoszacowane. 79% dzieci doświadcza przemocy w Polsce, 1/3 doświadcza przemocy ze strony bliskich. Tzw. ustawa Kamilka miała zwiększyć ochronę najmłodszych i pomóc we wcześniejszym wykrywaniu przypadków przemocy, ale Rzeczniczka Praw Dziecka przyznaje, że system ma luki, a wiele pomiotów nadal nie wdrożyło standardów ochrony małoletnich. Mamy problem ze stosowaniem prawa, czyli czasami wyroki sądów, które zapadają w sprawach, które dotyczą przemocy wobec dzieci, wydają się zbyt niskie. Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiada zmiany w przepisach chroniących małoletnich. Jest już gotowy projekt nowelizacji. Poprawia retencję wody, chroni środowisko i jest za darmo. Właśnie ruszyła kolejna edycja programu "Złap deszcz", który we Wrocławiu ma już sześcioletnią tradycję. Dotacja może pokryć aż 80% kosztów inwestycji, a mogą się o nią starać osoby fizyczne, wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe. O długiej liście płynących z deszczówki korzyści. Deszczówka: gdyby nie ona, dziś te osiedlowe ogródki na wrocławskich Popowicach nie wyglądałaby tak samo. Bo opady coraz częściej są rzadkością, a jak już przychodzą, to jako ulewy. Dlatego ważna jest tzw. mała retencja, czyli zatrzymanie wody przy domach i wykorzystanie jej do pielęgnowania lokalnej zieleni. Bardzo wiele osób dzwoni, podpytuje. Wrocławianie o tym wiedzą. Miejski program "Złap deszcz" trwa od 6 lat i cieszy się coraz większą popularnością. Dofinansowanie obejmuje zarówno osoby fizyczne, jak i wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe. Pula to 600 tys. złotych. Miasto finansuje 80% inwestycji - dla osób fizycznych limit to pięć tysięcy, a dla wspólnot 10 tys. złotych. Spółdzielnia Wrocław-Południe w tym roku złożyła wnioski o 4 kolejne instalacje. To przede wszystkim ma taki wymiar mocno środowiskowy, polepsza miejsce, gdzie się mieszka. Zbieranie deszczówki to same plusy - zauważa hydrogeolog Krzysztof Smolnicki. Po pierwsze nie trafia ona do kanalizacji, nie przeciąża, nie powoduje podtopień w czasie nawalnych deszczów. Po drugie zbieramy wodę, którą możemy podlewać - ta woda jest praktycznie za darmo, więc mamy darmowe podlewanie. Dla mieszkańców Popowic, którzy korzystają z programu od początku, to ważne inwestycje, które nie dość, że są ekologiczne, to rozwiązały też inne problemy. Tutaj np. w tym miejscu właśnie stała woda cały czas, a teraz jest pięknie wysypane takimi kamyczkami, jest coś posadzone. Na osiedlu jest już kilkadziesiąt zbiorników, a także ogrody deszczowe, które zatrzymują opady i stopniowo rozprowadzają w gruncie. Zniknęły kałuże, pojawiły się nowe rośliny. W poprzednim roku wykonaliśmy kolejne dwie studnie chłonne z pakietami rozsączającymi - dwa ogrody deszczowe, które odwadniają nam kolejne chodniki. W tym roku już złożyli wniosek o kolejne. To wszystko małe kroki, które sprawiają, że miasto, a właściwie jego mieszkańcy, budują odporność na suszę i gwałtowne opady. Choć zdaniem hydrogeologa potrzeba także działań bardziej globalnych. Potrzebujemy oprócz tych małych zbiorników przydomowych dużych działań wielkoobszarowych, tzw. retencji krajobrazowej, czyli potrzebujemy zatrzymać wodę w lesie, na terenach rolnych. To już zadanie dla rządzących. Przykład Wrocławia pokazuje, że w małej skali pomóc lokalnej społeczności i środowisku może każdy. Do dziś w ramach programu powstało w mieście 950 podobnych instalacji. Za chwilę "Pytanie dnia". Gościem Marka Czyża będzie minister Adam Szłapka, minister do spraw UE. Do zobaczenia.