Przeliczą głosy w prawie 300 komisjach. Prokurator generalny zdecydował o utworzeniu specjalnego zespołu śledczego. Zabójca Tadeusz Duda wciąż nieuchwytny - dron Bayraktar w akcji. Niespodzianki nie było: Kulesza nadal na czele PZPN - był jedynym kandydatem. Monika Sawka, dobry wieczór. Zaczynamy od specjalnego zespołu prokuratorów, który ma zbadać wyborcze nieprawidłowości. Powołał go minister sprawiedliwości. Śledczy nie będą prowadzili postępowań, a jedynie koordynowali pracę prokuratorów regionalnych. Adam Bodnar chce też wyłączenia wszystkich sędziów orzekających. Bo zgodnie m.in. z wyrokiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka Izba Kontroli Nadzwyczajnej nie jest sądem. Na kilkanaście godzin przed decyzją Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych w sprawie ważności wyborów prokurator generalny Adam Bodnar chce wyłączenia wszystkich sędziów orzekających. Konsekwencją tego jest również wniosek o skierowanie sprawy do orzekania przez Izbę Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. Powód - Izba Kontroli Nadzwyczajnej nie jest sądem. Tak uznał m.in. Europejski Trybunał Praw Człowieka. Minister sprawiedliwości powołał także specjalny zespół, który ponownie przeliczy głosy w niemal 300 obwodowych komisjach. Jeżeli byśmy zgodzili się na to, żeby to prokuratorzy liczyli głosy, to wprost idziemy w stronę Białorusi. Prokuratura nie jest od tego, aby ocenić, czy wybory są ważne, czy nie. Odpowiadał premier. Chodzi o to, aby sprawdzić wszystkie przypadki, gdzie mogło zostać popełnione przestępstwo. Prokuratorzy zażądali dziś wydania akt w sprawie protestów wyborczych. Czynności ze strony prokuratora generalnego są bez wpływu na dalszy bieg procedury w przedmiocie podjęcia uchwały o ważności wyboru prezydenta. Ruch Adama Bodnara skomentował w ostrym tonie prezydent. Coś się dzieje niedobrego z intelektem, z głową ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, który z jednej strony twierdzi, że nie uznaje Izby Kontroli SN, a z drugiej strony wysyła do niej prokuratorów. Andrzej Duda przypomniał, że ta sama Izba, której rządzący nie uznają, orzekała w sprawie ważności wyborów parlamentarnych. Co tak dziś tłumaczył szef rządu. Każde orzeczenie tej Izby jest przez nas publikowanie z adnotacją informującą, że z punktu widzenia rządu to orzeczenie jest z natury obarczone tą wadą prawną. Tak było chociażby po wyborach do Parlamentu Europejskiego. Szanujemy wybory. Izby nie szanujemy. Przekonują rządzący. Wspomniana Izba Kontroli pozostawiła bez dalszego biegu ponad 50 tys. protestów wyborczych. Dlatego że zarzuty były abstrakcyjnie i nie poparte żadnymi dowodami. Te odrzucone protesty złożone zostały przy wykorzystaniu wzoru opracowanego przez posła KO Romana Giertycha. To tzw. giertychówki. Oceniła pierwsza prezes Sądu Najwyższego. Język polski ma to do siebie, że co chwila są tworzone nowe słowa. Mamy majówkę, mamy czerwcówkę, mamy giertychówkę. To nie jest nic obraźliwego. "Kaczówka" - osoba udająca sędziego, która publicznie przyznaje się, że jej wyroki zależą od prywatnego interesu. Konsekwentnie powiem - to nie jest Sąd Najwyższy. Niemal 4 tys. protestów wykorzystujących wzór europosła Wawrykiewicza także odrzucono. Wyrzucanie ich wszystkich do śmietnika tylko dlatego, że im się nie podobają, to tylko uzasadnia tę tezę, że to nie jest Sąd Najwyższy, który powinien rozpoznawać protesty wyborcze. Posiedzenie Sądu Najwyższego w sprawie ważności wyborów prezydenckich - jutro o 13.00. Po czterech dniach poszukiwań 57-letni Tadeusz Duda, mieszkaniec Starej Wsi koło Limanowej, nadal jest na wolności. W obławie bierze udział kilkuset policjantów z całej Polski. Pomagają im leśnicy, strażnicy graniczni i wojsko. Mężczyzna podejrzany jest o podwójne zabójstwo. Sąsiedzi twierdzą, że sprawca zna górskie okolice i wie, jak się skutecznie ukryć w pozostałościach po partyzanckich bunkrach. Rozmawiałem ze znajomymi z okolic i nie tylko niepokój panuje, nie tylko tutaj w okolicy, ale w większości części południowej Polski. Policja, wojsko i straż graniczna przeszukują lasy, pustostany i pola. Każdy trop jest sprawdzany. Jak widać, na drogach ustawiono blokady. Wszystkie wyjazdy ze Starej Wsi są kontrolowane. Policja sprawdza każdy samochód, czy przypadkiem w środku nie kryje się Tadeusz Duda. Niemal połowa wsi została odgrodzona przez służby. Wszystko przez prowadzone na szeroką skalę poszukiwania. Nam udało się dotrzeć do miejsca, gdzie to wszystko się zaczęło. To dom Tadeusza Dudy, punkt wyjścia tragedii. Najprawdopodobniej stąd ruszył do teściowej i potem do domu córki, gdzie doszło do morderstwa. Zginęły dwie osoby - Justyna i Zbigniew. Młode małżeństwo osierociło roczną córkę. Ten konflikt narastał od lat. Bała się go. Poszukiwany miał zakaz zbliżania się do rodziny, policyjny dozór i zarzuty za znęcanie się. Nieoficjalnie motywem mogła być zemsta. W czwartek on czytał akta, a w piątek zamordował. Za Tadeuszem Dudą wydano list gończy. Stara Wieś pogrążona jest w strachu. Mieszkańcy nie wychodzą z domów, nie chcą rozmawiać, niektórzy na czas obławy wyprowadzili się, bo strach zrobił tutaj swoje. Nikt nie wie, gdzie jest poszukiwany. Nie śpi się, od 3, 4 dni nie śpię. Tadeusz Duda miał być widziany ostatni raz w sobotę w pobliżu swojego domu. Miał oddać strzał w stronę funkcjonariuszy i zniknąć w lesie. To jest szukanie igły w stogu siana. Przeczesanie terenu ogromnego i to też nie można robić na zasadzie takiej: idzie tyraliera i szukamy, tutaj trzeba zachować środki ostrożności. O nią apeluje także policja. Tadeusz Duda jest najprawdopodobniej uzbrojony i na pewno niebezpieczny. Dla policji jego zatrzymanie to priorytet. Cały czas nieprzerwanie od chwili zdarzenia prowadzone są poszukiwania, poza tym są prowadzone są działania operacyjne i procesowe, bo mamy miejsce zbrodni i mamy dwie ofiary, więc tutaj na każdej płaszczyźnie funkcjonariusze pracują. W powietrzu śmigłowce, wojskowy dron na ziemi blisko pół tysiąca funkcjonariuszy. Służby nie wykluczają, że Duda ma przygotowaną kryjówkę albo ktoś mu pomaga. Każdy scenariusz brany jest pod uwagę. Ten człowiek ucieka, kryje się, chowa w terenie sobie dobrze znanym. On tam kłusował, polował, więc wszystkie niuanse tego terenu ma bardzo dobrze opanowane. Uruchomiono specjalną całodobową infolinię związaną z poszukiwaniami 57-latka. Każdy, kto ma jakąkolwiek informację na temat mężczyzny, proszony jest o telefon pod numer widoczny na ekranie. Ruszył proces oprawców 8-letniego Kamilka. Na ławie oskarżonych jego ojczym, który odpowiada za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, i matka dziecka, oskarżona m.in. za pomoc w popełnieniu zabójstwa. Chłopiec był bity, przypalany papierosami, sadzany na gorącym piecu. Ten dramat wstrząsnął całą Polską i stał się impulsem do zmian w prawie. Znicze, kwiatki i maskotki - ludzie wciąż pamiętają o tej zbrodni, mimo że od śmierci skatowanego 8-letniego Kamila minęły już ponad dwa lata. Chodzę na cmentarz i siedzę u niego po 2 godziny i nawet na cmentarzu do niego mówię: "Kamilku, ty powinieneś tutaj z nami być, biegać razem z Fabiankiem". Dziś ruszył proces. Na ławie oskarżonych m.in. ojczym chłopca, Dawid B., któremu prokuratura zarzuca zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, oraz matka Kamila, oskarżona m.in. o pomoc w popełnieniu tej zbrodni. Obrońca Dawida B. chciał utajnienia procesu. Będą poruszane kwestie delikatne, intymne, kwestie ewentualnego stosowania przemocy, kwestie zachowań w rodzinie. Dla dobra rodzeństwa chłopca, a także z obawy przed samosądem, sędzia zdecydował, że proces nie będzie jawny. Prokuratura na razie nie ujawnia, jakiej kary będzie się domagać. Przestępstwo zarzucane oskarżonym zagrożone jest karą pozbawienia wolności od lat 15 albo karą dożywotniego pozbawienia wolności i w tych granicach będziemy się oczywiście poruszać. W kwietniu 2023 roku do ojca dziecka i jego żony zadzwoniła matka 8-letniego chłopca. Zadzwoniła do mnie i mówi: "Czy możecie przyjechać po Kamilka, bo Kamilka trzeba do szpitala zawieźć, tyko go umyjcie, bo śmierdzi ropą". Pierwsze tłumaczenia opiekunów były takie, że Kamila poparzył jego o rok młodszy brat. Kiedy ojciec dotarł na miejsce, szybko okazało się, że nie chodzi tylko o oparzenia. Kamilek był skulony i płakał: "Tata, pomóż, Ewa, pomóż". Ojczym Kamila miał wpaść w furię, po tym jak chłopiec, biegnąc po mieszkaniu, zrzucił telefon komórkowy, skopać dziecko, oblać je na zmianę zimną i gorącą wodą, ostatecznie rzucić na rozgrzany piec węglowy. Dopiero biologiczny ojciec wezwał pomoc. Poparzony, twarz poparzona kwasem do samochodu, rączki, nogi połamane. Na rączkach go wynosiłem do karetki. Matka przez kilka dni od pobicia ukrywała, co się tak naprawdę stało. Lekarze przez 35 dni walczyli o życie Kamila. Te drastyczne zdjęcia z karetki i ze szpitala powinny wisieć w każdym urzędzie, który w jakikolwiek sposób odpowiada za dzieci - mówi prezes stowarzyszenia To Ja Dziecko. Przypomniałyby tym urzędnikom o tym, że w ich rękach jest zdrowie i życie dzieci. Po śmierci 8-latka znowelizowano Kodeks rodzinny i opiekuńczy. To tzw. "Ustawa Kamilka". Praca na rzecz dzieci nigdy się nie kończy, więc zawsze będą potrzebne kolejne zmiany prawne w zakresie tego, żeby dzieci były traktowane jak najlepiej. Sprawa urzędników zaangażowanych w sprawę Kamila została umorzona. Po zażaleniu jest szansa na jej wznowienie. Oglądają państwo "i9.30". Już za chwilę napięcie na granicy Polski z Niemcami, a później jeszcze... Wybory bez wyboru - nowy stary prezes PZPN. Dzisiaj jestem jedynym kandydatem. Nikt nie miał odwagi stanąć przeciwko Kuleszy. Jechał całą szerokością i zajeżdżał drogę na autostradzie. Został sporządzony wniosek do sądu o ukaranie. Przełom w walce z endometriozą. Musiałam wybierać między byciem mamą a życiem bez bólu. To historyczna zmiana. Blokują ruch, zatrzymują wybrane samochody, zaglądają do środka. Tak zwane obywatelskie patrole na polsko-niemieckiej granicy w Zachodniopomorskiem przejęły kontrolę nad ruchem. Samozwańczy strażnicy deklarują, że będą strzec zachodnich granic przed nielegalnymi migrantami. Prezydent im dziękuje. Premier zapowiada zdecydowaną reakcję rządu i służb. A szef MSWiA nie wyklucza wprowadzenia kontroli. Lubieszyn w Zachodniopomorskiem. Granica z Niemcami i posterunek zorganizowany przez ochotników. Zmieniamy się cały czas, staramy się, żeby na granicy było minimum 6 do 10 osób. To Słubice w Lubuskiem i lider Ruchu Obrony Granic, Robert Bąkiewicz. W niewybrednych słowach domaga się od strażników granicznych niewpuszczania migrantów przywożonych przez niemieckie służby. Niemcy wam podsyłają, a wy robicie tutaj za taksówki. Macie honor chociaż? Bąkiewicz później umieścił w sieci taki wpis, uderzając w funkcjonariuszkę Straży Granicznej. Po kilku godzinach go usunął. Nie czujecie, k**wa, tego? A to już lider samozwańczych Patroli Obywatelskich. Rafał Podejma wczoraj zorganizował antyimigrancki protest w Zgorzelcu. Musimy bronić naszych granic, naszego kraju, bo nikt za nas tego nie zrobi. Dziękuję wszystkim obywatelom, którzy się organizują, którzy organizują obywatelską straż, obywatelskie patrole. Wkrótce wśród nich będą politycy PiS, zapowiada prezes partii. Działają po prostu po to, żeby robić na granicy zadymę. Kto chce naprawdę bronić polskiej granicy, wspiera Straż Graniczną. Zostały sprawdzone w systemie, wylegitymowane. Straż Graniczna zaprzecza, że dochodzi do niekontrolowanego napływu nielegalnych migrantów z Niemiec. Zaprzecza też, że fala migracji zza zachodniej granicy rośnie. W 2023 roku - za rządów PiS - z Polski do Niemiec nielegalnie wjechało 32 900 osób i tyle zawrócono. W ubiegłym roku było ich o połowę mniej. W tym roku to 4400 osób - większość ponownie odwieziono do naszego kraju. Ponad 50% tych osób zawróconych właśnie przez Niemców to są obywatele Ukrainy. Pozostali pochodzą z Azji i Afryki. Do Polski trafiali głównie przez Białoruś. Ich celem był jednak zachód Europy. Opozycja, która według raportu NIK-u wpuściła do Polski setki tysięcy migrantów, teraz domaga się wprowadzenia kontroli na granicy z Niemcami, aby zablokować ich powrót. I wszystkich tych, którzy dziś przekraczają granicę przy asyście funkcjonariuszy niemieckich, zawracać z powrotem na moście. Premier nie wyklucza wprowadzenia kontroli na granicy z Niemcami. Spotkał się w tej sprawie z szefami MSWiA, MON i MSZ. Na razie decyzji nie ma. To nie są decyzje, które można podjąć tylko dlatego, że ultraprawicowi politycy robią szopki na granicy. Granica polsko-białoruska już nie jest głównym miejscem napływu migrantów. Uszczelnienie zapory sprawiło, że cudzoziemcy zaczęli ją omijać. Teraz jeżdżą przez Litwę. Tutaj także podejmiemy kroki, aby z kierunku litewskiego do Polski nie przybywali nielegalni migranci. Ten kierunek jednak ułatwia Polsce dalsze odsyłanie migrantów w ramach tej samej unijnej procedury, którą dziś stosują Niemcy. Niespodzianki nie było, bo być nie mogło. Cezary Kulesza został ponownie wybrany na stanowisko prezesa PZPN. Był jedynym kandydatem. Wygrał zdecydowaną większością głosów. Nie zaszkodziły mu ostatnie wyniki męskiej kadry piłkarskiej ani zamieszanie wokół Roberta Lewandowskiego i brak selekcjonera. Skąd więc fenomen Kuleszy? O wyborach bez wyboru. Mam nadzieję, że następna kadencja przyniesie jeszcze więcej sukcesów. Zaskoczenia nie było. Na 118 delegatów 98 zagłosowało na Cezarego Kuleszę. Był jedynym kandydatem na prezesa PZPN. Z mojej strony nie było blokady. Każdy mógł wystartować, warunkiem było zdobycie 15 rekomendacji. Kontrkandydata nie było, bo, jak słyszymy od działaczy, pierwsza kadencja Kuleszy była bardzo dobra. To jest mocny mandat, bardzo dobry wynik wyborczy, tylko siedem głosów przeciwnych na sto kilkanaście to jest naprawdę oznaka wielkiego zaufania. Zakulisowo słychać, że tak naprawdę to "związkowi baronowie" mieli się umówić już cztery lata temu, że Cezary Kulesza będzie prezesem przez dwie kadencje. Nikt nie chce stracić biletów, fajnych samochodów, fajnych delegacji. Więc teraz zaczną się tak naprawdę podchody. Bo prezes PZPN ma władzę niemal absolutną. To on rozdaje karty w związku, ma ważny głos w kwestiach finansowych. Każdy, kto stawał przeciw prezesowi, musiał liczyć się z tym, że zostanie odsunięty na boczny tor. Zostawmy wewnętrzną politykę PZPN, wróćmy do piłki. Dużym plusem pierwszej kadencji Cezarego Kuleszy jest rozkwit kobiecego futbolu, panie awansowały na swoje pierwsze Euro. Kadra mężczyzn w tym czasie wyszła z grupy na Mundialu w Katarze, awansowała na ubiegłoroczne Euro. I to byłoby na tyle. Dalej to tylko źle, źle, źle i jeszcze raz źle. Było sporo afer i to te afery, które trawiły polski futbol, więcej mówiło się o aferach, np. o aferze premiowej. Czy najnowszej aferze z odejściem Roberta Lewandowskiego z kadry. Kadry, której ostatnie wyniki pozostawiają wiele do życzenia, jak spadek do Dywizji B w Lidze Narodów czy blamaż z Finlandią. W końcu kadry, która chwilowo płynie bez sternika przez eliminacje do mundialu. Giełda nazwisk trwa. Nie rozumiem tego teatrzyku wokół reprezentacji, bo to jest spektakl obliczony na duże zainteresowanie publiczności. Tylko mam wrażenie, że publiczność jest już tym spektaklem zmęczona. Do tej pory Cezary Kulesza w roli selekcjonera postawił na Fernando Santosa, Czesława Michniewicza i Michała Probierza. Trzy razy podczas swojej pierwszej kadencji się pomylił. Każdy kolejny selekcjoner to jest wpadka, każdy kolejny się nie sprawdził. Dlatego mam wielkie obawy, kto teraz będzie selekcjonerem. A kto nim będzie, jak usłyszeliśmy na konferencji, dowiemy się najpóźniej do połowy lipca. Są szokujące nagrania i niebezpieczne zdarzenia. Pirat na autostradzie i na nagraniach. A teraz także na celowniku policji. Pędził autostradą A4 ponad 200 km/h. Inni kierowcy wyraźnie mu przeszkadzali, przepisy drogowe też. To mogło skończyć się tragedią. Zabrane prawo jazdy i sprawa skierowana do sądu. Tak dla tego kierowcy zakończyła się próba driftowania w centrum Wrocławia. Stworzył ogromne zagrożenie dla siebie, innych kierujących i pieszych. Próbę podjął, wjeżdżając na trzypasmową drogę tuż przed policyjnym radiowozem. To wykroczenie miało miejsce na terenie Starego Miasta, tutaj kierowca ma zatrzymane uprawnienia i został sporządzony wniosek do sądu o ukaranie. Zatrzymanie prawa jazdy nie zatrzymało drogowego szaleństwa. To już filmy z autostrady A4, którą - jak widać na nagraniach zamieszczonych w internecie - mężczyzna jechał w sobotę w kierunku Wrocławia i w niedzielę, czyli już po odebraniu uprawnień, w stronę Krakowa. Mężczyzna zajeżdża innym kierowcom drogę, zmienia pasy ruchu, a także wysiada z samochodu. Wszystko na ruchliwej w pierwszy weekend wakacji autostradzie. Kierujący w taki sposób przejechał z Dolnego Śląska przez Opolszczyznę i Śląsk aż do Małopolski. Po drodze o jego wybrykach kierowcy informowali m.in. dyżurnego policji w Opolu, na miejsce ruszyły dwa radiowozy. Niestety te czynności nie przyniosły efektu, policjanci nie napotkali kierowcy. Kierowca dojechał tak do Nowego Sącza i tam oddał samochód do wypożyczalni. Po prostu mnie zatkało, ja nigdy nie widziałem czegoś takiego na naszych drogach. Szczęśliwie nagrane wydarzenia nie zakończyły się tragicznie - jak ocenia instruktor nauki jazdy - głównie dzięki przytomności pozostałych kierujących. Jeżeli przed sobą widzę coś takiego, to nawet jeśli jest to autostrada czy też droga ekspresowa, to zwolnijmy do minimalnej prędkości. Co sprawia, że takie zachowania ciągle na polskich drogach się zdarzają? M.in. brak poczucia, że kara za stwarzanie niebezpieczeństwa jest nieuchronna i dotkliwa. My na pierwszym roku psychologii tego uczymy studentów, pokazujemy ten mechanizm - za każdym razem kiedy mi się uda, to buduje to moje poczucie "w takim razie mogę, jestem - w takim dużym cudzysłowie - nieśmiertelny". Śmierć na polskich drogach to niestety ciągle codzienność. Choć statystyki z ostatnich lat mówią, że liczba wypadków spada, to ciągle nie ma powodów do radości. W ubiegłym roku w ponad 21 tysiącach wypadków zginęło prawie 2000 osób. Tym razem nie doszło do tragedii, ale policja zapowiada konsekwencje wobec kierującego. Zwracamy się z gorącym apelem do świadków i osób nagrywających i umieszczających je w sieci, aby zgłosili się do komendy miejskiej policji w Opolu. To szansa dla milionów kobiet i długo wyczekiwany przełom. Od 1 lipca w Polsce będzie dostępna refundacja leczenia endometriozy. Ta choroba zamienia życie w koszmar. Powoduje rozdzierający ból. Jest jedną z przyczyn niepłodności. Tkanka endometrialna najczęściej występuje w miednicy. Ale może także w każdym narządzie: w płucach, w mózgu czy oku. Musiałam wybierać między byciem mamą a życiem bez bólu. Paraliżujący ból pleców czy drętwienie nóg. Endometrioza - ta diagnoza pojawiła się, kiedy miała 18 lat. Ale wizja operacji i sygnał od lekarza, że może nigdy nie zostać mamą, przestraszyły Magdalenę Majchrzycką na tyle, że zabiegowi poddała się kilka lat później. Na koncie ma już 5 operacji. Chciałabym zaapelować do wszystkich kobiet i dziewczyn, żeby nie brały pod uwagę, że lekarz mówi, że miesiączka musi boleć, że ciąża wyleczy. To są mity. Diagnoza to podstawa. Po latach zaniedbań czekają nas przełomowe zmiany w leczeniu endometriozy i organizacji całego systemu. Wspaniała wiadomość. Chodzi o to, żeby dziewczyny nie cierpiały. Od 1 lipca kobiety będą mogły skorzystać z bezpłatnej, kompleksowej opieki medycznej. Chodzi o leczenie operacyjne i farmakologiczne. Darmowa będzie również diagnostyka, konsultacje oraz opieka po zabiegu. Pacjentki z głęboką endometriozą, które wymagają specjalistycznego, bardzo trudnego zabiegu chirurgicznego, będą miały taki zabieg finansowany przez NFZ w specjalistycznych ośrodkach w Polsce. Od 7 do 10 takich placówek powstanie. Na endometriozę cierpi 200 mln kobiet na całym świecie. W Polsce około trzech milionów. Na samą diagnozę czekają średnio od 7 do 10 lat. Duża grupa pacjentek, które nie mają pieniędzy i nie mogą trafić do prywatnych ośrodków, żeby tam się diagnozować czy leczyć, niestety chodzi i szuka, idzie na przypadkowe operacje i tylko później pogłębia swoją chorobę. Brakowało specjalistów i ośrodków, które przyjęłyby pacjentki na NFZ. Teraz się to zmieni. Brakowało też odpowiedniej wyceny, w koszyku świadczeń gwarantowanych NFZ procedur służących rozpoznawaniu i leczeniu endometriozy. Endometrioza to nie fanaberia, a realny problem. Nieleczona może doprowadzić nawet do kalectwa. Magdalena Majchrzycka wybrała życie bez bólu. Dzięki wybitnym ekspertom pojawiło się światełko w tunelu na to, by również została mamą. Mniej niszczycielskie, niż oczekiwano. Europa w szponach upału. W Hiszpanii padł historyczny rekord. Na termometrach odnotowano 46 stopni. To największa wartość w czerwcu w ciągu 60 lat. W wielu europejskich krajach wydano czerwone alerty pogodowe. Fala upałów nie oszczędzi także Polski. Tropikalny niebezpieczny dla zdrowia żar będzie się lał z nieba w środę i czwartek. Jakbyśmy byli na pustyni. Ale to nie pustynia, tylko hiszpańskie miasto Badajoz. Od kilku dni termometry wskazują tam ponad 36 stopni Celsjusza. A to i tak nie najgorzej, bo w Andaluzji słupki rtęci zatrzymały się na 46 stopniach. To jest okropne, aż mnie mdli. Stale musimy szukać cienia. Tak gorącego czerwca w Hiszpanii jeszcze nie było. Władze objęły alertami pogodowymi aż 70% gmin. I apelują: unikajcie słońca, pijcie dużo wody. Ostrzeżenia także niemal w całej Francji. Władze próbują chronić mieszkańców: w Orleanie można za darmo wejść do klimatyzowanych muzeów. A w Marsylii - również bezpłatnie - schłodzić się w miejskich basenach. W części szkół odwołano zajęcia. Klasy szkolne przypominają piece do pizzy. Wchodzimy do środka i usychamy z gorąca. W Tuluzie przedłużono godziny otwarcia parków miejskich do późnych godzin wieczornych. We Włoszech resort zdrowia wprowadził najwyższy stopień alertu w większości miast. Oznacza on zagrożenie dla zdrowia całej populacji. Coraz więcej osób trafia do szpitali. Z powodu ekstremalnych upałów ludzie mdleją na ulicach. Bo choć fanów takiej pogody nie brakuje... Lubię ciepło. Upał jest dobry, rozgrzewa ludzi. ... to lekarze radzą korzystać ze słońca z umiarem. Przegrzanie może być groźne dla organizmu, od omdlenia po utratę przytomności, ale również uszkodzenia wewnątrznarządowe, uszkodzenia mózgu. Są to skutki które mogą być bardzo groźne, może to doprowadzić w konsekwencji nawet do śmierci pacjenta. O ochronie przed słońcem powinni pamiętać przede wszystkim seniorzy, kobiety w ciąży i osoby z chorobami przewlekłymi - oni są najbardziej narażeni na udar cieplny. Nie tylko w Europie południowej - afrykańskie upały właśnie zbliżają się do Polski. We środę i czwartek, to się będzie przenosiło z zachodu do środka Polski i na wschód, zapanuje morderczy upał. Morderczy upał to w naszym przypadku będzie jak temperatura osiągnie 35, może 36 stopni. Te upały nie zostaną z nami na długo - już w weekend ochłodzenie. Już za pół godziny wielka gala festiwalu Dwa Teatry w Sopocie. Przez cztery dni widzowie i słuchacze mogli zapoznać się z najlepszymi premierami mijającego sezonu w Teatrze Telewizji i Teatrze Polskiego Radia. Teatr Telewizji, nazywany największą sceną świata, w tym roku średnio oglądało ponad 300 tys. widzów, niemal dwukrotnie więcej niż przed rokiem. O zwycięstwo w konkursie walczy 17 przedstawień, które miały swoją premierę w Teatrze TV w ciągu ostatniego roku. Jest wśród nich najnowsze dzieło Krzysztofa Zanussiego. "CV" to dwie opowieści. W każdej z nich jest dwoje bohaterów i próba wejścia do czyjegoś domu. 86-letni reżyser do tej sztuki zaangażował debiutującą studentkę warszawskiej akademii teatralnej. O zwycięstwo w konkursie stara się też Wojciech Smarzowski. Moja bohaterka wchodzi do mieszkania osoby, w której się zakochała Jego przedstawienie "Winny" jest oparte na prozie Stanisława Brejdyganta, który zagrał tu główną rolę. Mój bohater jest człowiekiem w swoim nieszczęściu przerażająco samotny. Jego nadzieją jest maleńkie dziecko. A tym kto, będzie zwycięzcą festiwalu Dwa Teatry, dowiemy się tuż po 20.30 podczas wielkiej gali w TVP1. Dziękuję za wspólnie spędzony czas. Za chwilę "Pytanie dnia". Gościem Doroty Wysockiej-Schnepf jest były premier Leszek Miller.