Ani s¾owa o wyborczej walce, trwa cisza wyborcza. O czym warto pami-ta^ przed jutrzejszym g¾osowaniem? Rekordowa mobilizacja. Jeszcze nigdy tylu Polaków nie zarejestrowało się w wyborach za granicą. Zmienił nazwisko, produkował whisky. Gangster poszukiwany 20 lat już w Polsce. Dobry wieczór! Jutro o tej porze zostanie nam niespełna 90 minut do końca ciszy wyborczej. Przed nami druga tura wyborów prezydenckich. Lokale wyborcze zostaną otwarte o godzinie 7, głosować będziemy mogli do 21. Kilkaset tysięcy osób pracuje na to, by tego dnia wszystko się udało. Warto pamiętać, że udział w wyborach to wielki przywilej. Do obwodowej komisji wyborczej na warszawskim Mokotowie właśnie przyjechał konwój ze wszystkim, co potrzebne do organizacji jutrzejszych wyborów. Tu mamy karty wyborcze, identyfikatory, mamy spis wyborców, później będziemy dzielić już policzone karty i je wrzucać do worka. W tej komisji kilkanaście osób jest zaangażowanych w przygotowywania. Wszystkie ręce są potrzebne. Trzeba zawiesić obwieszczenia, przygotować miejsca do głosowania, a przede wszystkim policzyć karty. Marta Czekalska ma dwadzieścia lat, a już naliczyła się w życiu kart - trzeci raz jest w składzie obwodowej komisji wyborczej. Razem ze swoim chłopakiem angażują się w organizacje wyborów Pieczęć komisji - pamiętajmy, żeby sprawdzić, czy znajduje się na naszej karcie do głosowania. O czym jeszcze ma pamiętać wyborca? Sprawdzić, dokąd ma się udać - swój lokal znajdzie na tablicy ogłoszeń w gminie, słupach ogłoszeniowych, w aplikacji mObywatel lub w wyszukiwarce obwodowych komisji wyborczych Państwowej Komisji Wyborczej. I mieć dowód osobisty. Jeżeli dowód jest nieaktualny, to również osoba legitymująca się jak najbardziej może zagłosować. Obywatel ma też postawić krzyżyk przy nazwisku jednego kandydata. Tak dokładnie ma to wyglądać - żaden inny znaczek nie będzie ważny, nie będzie też ważny głos, gdy zostawimy puste pole bądź głos dostanie więcej niż jeden kandydat. Tym razem komisje będą szybciej zliczać wyniki niż w I turze. To jest krótka robota, jeden kandydat lub drugi, ewentualnie głos nieważny, karta nieważna i myślę ze 22:00, 22:30 jesteśmy w stanie podać wynik z naszej komisji wyborczej. Przygotowania do wyborów to potężna akcja logistyczna w całej Polsce. Do 31 tysięcy komisji wyborczych muszą dotrzeć karty do głosowania, prawie 30 milionów kart do głosowania. Głosować będą też obywatele, którzy są w domach pomocy społecznej, aresztach śledczych, akademikach czy szpitalach. To jest bardzo ważne, nigdy żadnego glosowania nie opuściłam. Jak podaje Państwową Komisja Wyborcza, dokładna liczba wyborców to 28 milionów 848 tysięcy 733 osoby. Kart do głosowania jest wydrukowane 100%, czyli tyle, ilu jest wyborców, każda obwodowa komisja wyborcza otrzymuje 95% kart wynikających ze spisu wyborców. 5% jest w rezerwie. Nigdy nie była potrzebna, ale kto wie. W poprzednich wyborach prezydenckich w II turze frekwencja nie przekroczyła siedemdziesięciu procent, Nie udało się to też dwa tygodnie temu w pierwszej turze. Tylko w 2023 roku w wyborach parlamentarnych - wtedy padł rekord. Karty pozostaną zaplombowane do jutra. Do szóstej rano, wtedy zbiera się komisja, by o siódmej otworzyć lokal wyborczy. Do 21 głosowanie i natychmiast potem pierwsze wyniki exit poll. Jak mówią Amerykanie, złych polityków wybierają dobrzy ludzie, którzy w dzień wyborów zostaną w domach, idźmy na wybory, razem wybierzmy prezydenta Polski. To chwila przy urnie, a 5 lat wspólnej przyszłości. Polonia idzie na rekord. Jeszcze nigdy tylu Polaków nie zarejestrowało się w wyborach za granicą. Zagłosować może blisko siedemset tysięcy osób. To czterdzieści procent więcej niż w pierwszej turze. Przenosimy się za ocean, gdzie głosowanie już się rozpoczęło. Kolejki są. My stoimy przed komisją wyborczą, do której zarejestrowało się najwięcej osób. Blisko 2,5 tysiąca. To siedziba konsulatu generalnego RP w Nowym Jorku. Frekwencję znacząco podbijają turyści z Polski. Pokonali Atlantydę nie tylko z paszportem w ręku, ale też zaświadczeniem o prawie do głosowania. To, co łączy Polaków w kraju za granicą to troska. Autentyczna troska o losy kraju. Ona nawet po dekadach spędzonych na obczyźnie nie gaśnie. Trzeba głosować. Przecież pochodzimy z Polski. Musimy głosować. Stary, chory - na wybory. 30 lat, żona 15. Nadal wybieramy prezydenta. Uczestniczymy w wyborach parlamentarnych. Jak nie wybierzemy, będziemy ponosić konsekwencje. Najważniejszy obywatelski obowiązek. Żeby ta frekwencja rzutowała i żebyśmy zrobili dobrze dla naszej ojczyzny. Z czego pan taki zadowolony? Że mogłem zagłosować. Nawet przyjeżdżając do Stanów mieliśmy zaświadczenia i zagłosowaliśmy. My mieszkamy na migracji, mieszkamy w Szwecji. Ale przyjechaliśmy tu na wakacje i musimy zagłosować. Idźcie, głosujcie. To apel do państwa. Polonia i Polacy w Ameryce frekwencyjnie nie zawiedli. Na II turę zarejestrowało się blisko 40% więcej niż 2 tygodnie temu. Polacy w Stanach głosują jak Stany długie i szerokie. W 57 obwodowych komisjach wyborczych. Oficjalne wyniki poznamy dopiero wtedy, kiedy w Polsce zostaną zamknięte wszystkie lokale wyborcze, czyli najpewniej o dwudziestej pierwszej. Do tego czasu obowiązuje cisza wyborcza. Dogrywki - jak wiadomo - nie będzie. Jutro czekają nas wielkie emocje. Ale to też wielkie telewizyjne wyzwanie - dziesiątki godzin prób, sztab zaangażowanych osób. Wszystko, by punktualnie zaprezentować Państwu sondażowe wyniki wyborów prezydenckich. Podczas wieczoru wyborczego Telewizji Polskiej i Onetu nie zabraknie też rozmów z politykami i ekspertami. Dlaczego warto być z nami? Wieczór Wyborczy Telewizji Polskiej i Onetu. Razem z milionami widzów poznaliśmy wyniki pierwszej tury, teraz razem dowiemy się, kto wygra drugą i zostanie prezydentem. W nowej hali zdjęciowej TVP trwają ostatnie przygotowania do tego wyjątkowego wydarzenia. Na pewno ogrom i przestrzeń to jest coś, co tutaj myślę jest nieporównywalne z jakimkolwiek innym wieczorem gdziekolwiek na świecie. Czworo prowadzących, relacje reporterów z kraju i ze świata, do tego gorące polityczne komentarze i analizy ekspertów. Ale przede wszystkim odliczanie do dwudziestej pierwszej. Wtedy przeniesiemy się na plenerową scenę. Tam wyniki exit poll przedstawi Piotr Jędrzejek. Nie trzynaście, a dwa słupki tym razem. Czyli bardzo, można powiedzieć, definitywny koniec tej kampanii. Kampanii, która formalnie trwała niemal pięć miesięcy, a nieformalnie dużo dłużej. Nasze kamery i nasi ludzie będą w sztabach dwóch głównych bohaterów. Podczas Wieczoru Wyborczego zajrzymy też do mediów społecznościowych, aby sprawdzić, co o wynikach wyborów sądzą internauci. A wśród nich są też najważniejsze osoby w państwie. Tuż po ogłoszeniu wyników tam pojawią się gorące komentarze i ja będę je dla państwa zbierać i podsumowywać. Politycy i komentatorzy pojawią się w studiu Wieczoru Wyborczego. Będą w ogniu pytań Andrzeja Stankiewicza. W Wieczór Wyborczy wplecione będą też specjalne wydania programów "Oko na świat" i "Kwiatki Polskie". Nie zabraknie rozmów prowadzonych przez dziennikarzy znanych z anteny Telewizji Polskiej. Będą analizy, komentarze, byli prezydenci na gorąco będą analizować to, co się wydarzy. No i oczywiście być może i przyszły prezydent. Tego wieczoru ważną rolę będą pełnić nie tylko dziennikarze. Oświetleniowcy, dźwiękowcy, realizatorzy i operatorzy zadbają, żeby bogatą treść atrakcyjnie opakować. Mamy osiemnaście kamer, mamy cztery nowoczesne technokrany, mamy drony, mamy wiele urządzeń sprzężonych z komputerami. Czyli obraz w kamerze jest generowany przy użyciu komputera. Początek Wieczoru Wyborczego w niedzielę o 19:55 w TVP Info i Onecie, i o 20:50 w TVP1. Oglądają państwo "19.30", za chwilę: Donald Trump ogłosił podwójne cła na importowaną stal, a później jeszcze: Zmienił nazwisko, produkował whisky. Ekstradycja gangstera. Po 20 latach myślał, że nic mu nie grozi. To dowód na to, że nie ma zbrodni doskonałej. Mały bohater, który uratował swoją mamę. Mama straciła przytomność, zadzwoniłem. Jestem mega dumna z mojego syna. W Kłodzku znów zamieszkają jeże. Już się stęskniłem za nimi. Donald Trump nie przestaje zaskakiwać. Właśnie ogłosił, że Stany Zjednoczone podwoją obecne stawki celne na import stali z 25 procent do pięćdziesięciu. Zrobił to podczas spotkania z pracownikami branży stalowej. Komisja Europejska mówi o cłach odwetowych Z dumą i tanecznym krokiem "dołożył do pieca". Jesteście gotowi to usłyszeć? Donald Trump podwoił stawkę na importowaną stal i aluminium. Już 4 czerwca cła wzrosną z 25 procent aż do 50. To jeszcze bardziej zabezpieczy przemysł stalowy Stanów Zjednoczonych. Nikt ich nie obejdzie. W tle wojny handlowej Donald Trump toczy batalię sądową. Sąd Handlu Międzynarodowego USA uznał, że prezydent nadużywa swoich uprawnień i "na chwilę" zablokował cła, ale tylko na chwilę - bo już dobę później decyzję zawiesił sąd apelacyjny, do którego odwołał się Biały Dom. Cła pozostają w mocy! Możecie założyć, że nawet jeśli przegramy, to zrobimy to inaczej! Ale według amerykańskiej Konstytucji jedynie Kongres ma uprawnienia do regulowania handlu z innymi krajami - a to oznacza, że administracja Trumpa będzie musiała poszukać innego sposobu na prowadzenie swojej polityki celnej. Choć zdanie w tej sprawie ma inne. Czy pracujecie nad planem B? - Oczywiście, nie, nie ma planu B, jest plan A, dobrze? Plan A obejmuje wszystko. Trump zawsze wygrywa negocjacje, ponieważ mamy rację. Mamy rację, że Ameryka była źle traktowana przez inne rządy. Trump cłami uderza w globalne firmy, których straty przekraczają ponad 34 mld dolarów. Ale nie tylko - cierpią też biznesy amerykańskich przedsiębiorców. Dlatego ci coraz częściej pokazują Trumpowi żółtą kartkę. Produkty, których potrzebuję, są z Chin, wiesz, po prostu małe rzeczy, takie jak butelka kleju: kosztowała 8 dolarów, a teraz 15, to prawie dwa razy drożej. Dla Handlowców z Wall Street polityka celna Trumpa jest coraz bardziej przewidywalna. Znają już schemat - najpierw prezydent ogłasza wysokie cła na import z różnych krajów i to wywołuje gwałtowne spadki na rynkach, a potem wycofuje się z gróźb, co prowadzi do odbicia. Panie Prezydencie, analitycy wymyślili nowy termin zwany "handlem TACO", czyli "Trump zawsze tchórzy", co pan na to? Donaldowi Trumpowi przezwisko się jednak nie spodobało. On strategię określa "dobrymi negocjacjami". Nigdy więcej nie mów tego, co powiedziałeś. To paskudne pytanie. Dla mnie to najgorsze pytanie. Po decyzji Trumpa o podniesieniu ceł na stal i aluminium Komisja Europejska zapowiada odpowiedź: cła odwetowe. Jeżeli nie dojedzie do porozumienia, te mają wejść w życie w połowie lipca. W poniedziałek delegacje z Kijowa i Moskwy znów mają spotkać się w Stambule, by wznowić negocjacje pokojowe. Te, które odbyły się dwa tygodnie temu, zakończyły się fiaskiem. Dla Putina to zasłona dymna, bo gołym okiem widać, że chce kontynuować wojnę, co podczas Rady Bezpieczeństwa ONZ właściwie potwierdził jego przedstawiciel. Żadnego końca wojny nie będzie. A na pewno rychłego. I otwarcie powiedział to przedstawiciel Kremla na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ. Będziemy kontynuować naszą specjalną operację wojskową. Będziemy nadal niszczyć obiekty związane z potencjałem wojskowym Kijowa. Wasilij Nebenzia mówił też, że żadne kolejne antyrosyjskie sankcje ani dostawy zachodniej broni nie uchronią Ukrainy przed klęską. I takich gróźb ze strony Rosji jest więcej. Zostaną bez Zaporoża, bez Dniepropietrowska, bez Sum, bez Charkowa, bez Odessy i Mikołajewa. To że Kreml przerywać wojny nie zamierza, widać też na froncie. Rosjanie nie tylko atakują w Donbasie. Zgromadzili również ponad sto tysięcy żołnierzy na granicy obwodów charkowskiego i sumskiego, gdzie już zajęli kilka ukraińskich wsi i zmusili do ewakuacji kilkanaście kolejnych miejscowości. To skutki ostatniego ataku w okolicach Sum, od których rosyjskie wojska dzieli zaledwie kilkadziesiąt kilometrów. Pod ciągłym ostrzałem jest też Charków. Rosyjskie drony uderzyły między innymi w zajezdnię trolejbusów. Zniszczonych zostało kilkanaście pojazdów. Uszkodzonych - kilkadziesiąt okolicznych budynków mieszkalnych. Niszczą wszystko, jedno po drugim. I nic ich to nie obchodzi. Jak mogą robić ludziom takie rzeczy. To straszne, po prostu straszne. Nie mam słów. To barbarzyństwo. O komentarz do działań Putina po raz kolejny został zapytany Donald Trump. Jak patrzy Pan na to, to postrzega Pan Putina jako dobrego czy złego faceta? Znam go bardzo dobrze. Ale widziałem rzeczy, które mnie zaskoczyły. A ja nie lubię być zaskakiwany. Jestem więc bardzo rozczarowany. Na razie za tymi słowami nie idą żadne czyny. Ale cierpliwość USA powoli się wyczerpuje. I mówili o tym w Kijowie amerykańscy senatorowie. W tej chwili, powiedzmy to jasno, Putin traktuje Stany Zjednoczone jak marionetkę. Amerykanie nie lubią być traktowani jak głupcy. A on właśnie to robi. W oczywisty sposób przedłuża wojnę i gra na czas. Gra, w którą Putin gra, wkrótce się zmieni. Zostanie uderzony i to mocno przez Stany Zjednoczone i chodzi o sankcje. W przyszłym tygodniu senat USA ma przyjąć ponadpartyjny projekt ustawy surowych sankcji wobec Rosji uderzających także w państwa kupujące rosyjską ropę i gaz. A teraz ekstradycja gangstera. Był poszukiwany międzynarodowymi listami gończymi za usiłowania zabójstwa, wymuszenia, rozbój i inne przestępstwa. Policja ścigała Dariusza R. przez dwadzieścia lat. Mężczyzna uciekł do Wielkiej Brytanii, zmienił tożsamość i założył dobrze prosperującą firmę produkującą whisky. W końcu namierzyli go policyjni "łowcy głów". To imperium króla whisky wydawało się przykrywką idealną. Jak z filmu. Nowe życie i intratny biznes pod fałszywą tożsamością. Nie wszystko jednak potoczyło się po myśli Łukasza R. Po ponad dwudziestu latach policji udało się ściągnąć do kraju groźnego gangstera. To moment jego przylotu. Ta ekstradycja miała właściwie swój finał 29 maja, kiedy to wylądował na warszawskim Okęciu, a teraz dalsze decyzje co do tego mężczyzny będzie podejmowała prokuratura i sąd. Łukasz R, pseudonim "Rataj", uciekł z Polski w 2004 roku. Ma grubą kartotekę. Wymuszenia, rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia, udział w zorganizowanej grupie przestępczej i wreszcie usiłowanie zabójstwa. Przez dwie dekady był nieuchwytny. Mężczyzna posługiwał się danymi osoby, która mieszkała na stałe w Polsce, miał również jej dokument tożsamości. Gangster zaszył się w Wielkiej Brytanii, ale nie można powiedzieć, że żył w ukryciu. Jako Dariusz P. założył sieć destylarni whisky w Anglii i Szkocji. Miał się czym pochwalić i się chwalił. Na temat biznesowego sukcesu udzielał wywiadów prasowych, w których opowiadał swoją fałszywą historię. Ujęło mnie to, że ludzie mają tu możliwości działania i rozwoju. W Polsce tego nie dostrzegałem. Zacząłem pracować jako projektant, potem jako architekt. Moją pasją już wtedy było whisky. Biznes stworzył jednak prawdziwy. Być może brzmi to trochę arogancko. Polak mieszkający w Anglii zamierza przypomnieć Szkotom tradycyjne metody produkcji whisky. Na trop Łukasza R. wpadli "łowcy głów" - policjanci ze specjalnego wydziału poszukiwawczego, który powstał w łódzkiej komendzie dwa lata temu. Nie wykluczam, że te wszystkie jego wystąpienia medialne jak gdyby utwierdziły policjantów polskich, że są we właściwym miejscu i że jest to właściwa osoba przez nich poszukiwana. Analizując materiały sprawy poszukiwanego Łukasza R. wzięliśmy sobie za punkt honoru doprowadzenie jej do końca. W ramach międzynarodowej współpracy, wymiany informacji, udało nam się ustalić wszystkie rzeczy, które doprowadziły do skutecznego zatrzymania. Scotland Yard zatrzymał Łukasza R. w Londynie w styczniu zeszłego roku po informacji od polskiego oficera łącznikowego. A był ścigany międzynarodowymi listami gończymi i czerwoną notą Interpolu - zwraca uwagę prawnik. Przez dwadzieścia lat nie był niepokojony przez żadne służby. Nikt nie zainteresował się jego osobą. Sama zmiana danych to jest w mojej ocenie zbyt mało, aby móc pozostać incognito przy tak poważnych zarzutach. Łukasz R. w brytyjskim areszcie spędził rok - tyle trwała procedura ekstradycyjna. W Polsce może mu grozić dożywocie. Jest małym bohaterem, a nawet wielkim. Ma 9 lat. Gdy zobaczył, że jego mama straciła przytomność, od razu ruszył z pomocą. Antek z Wieruszowa zachował zimną krew i wezwał na miejsce ratowników medycznych. Skąd wiedział, jak się zachować? Mówi, że nauczył się tego na spotkaniach Dziecięcej Drużyny Pożarniczej. Choć to mały strażak, zdolny jest do wielkich czynów. Dziewięcioletni Antoni Dębski, z Wieruszowa w województwie Łódzkim, uratował życie swojej mamie. Zaczęło się tak, że mama straciła przytomność. Zadzwoniłem, powiedziałem, co się stało, ile mam lat, jak się mama nazywa, gdzie mieszkam. Chłopiec zachował zimną krew i dzięki temu jego mama nie ma dziś powodów do zmartwień, ale powody do dumy. No powiem, że jestem mega dumna z mojego syna. Nie spodziewałabym się. A teraz czuję się już lepiej. Postawę Antka docenili strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Wieruszowie. Jego starsi koledzy zrobili mu niespodziankę i pogratulowali bohaterskiej postawy. Zadzwonił podczas nieobecności taty pod numer alarmowy 112, bo niestety mama straciła przytomność. Zachował zimną krew, chcemy dziś jako zarząd OSP w Wieruszowie serdecznie mu pogratulować. Duma jest jeszcze większa, bo trening przyniósł efekty. Chłopiec dobrze wiedział, jak się zachować, bo od kilku lat jest członkiem Dziecięcej Drużyny Pożarniczej. Sądzę, że to jest bardzo dobre zachowanie i każdy powinien tak się zachować w nagłych sytuacjach. Młodzi strażacy podczas zajęć ćwiczą różne scenariusze, które mogą zdarzyć się w prawdziwym życiu. Prezentujemy tu różne akcje, prezentujemy akcje ratownicze, gaśnicze. Ale tu nie chodzi o przebieranki. Uczymy się pierwszej pomocy i różnych takich akcji. Takich jak pomoc w trakcie powodzi. Czy jak bezpiecznie uratować tonącą osobę. Piłka nie jest ważna, najważniejszy jest człowiek. To nie tylko forma edukacji, ale też budowanie poczucia odpowiedzialności, pewności siebie i sprawdzenia się w roli strażaka. Uczymy tych młodych ludzi, jak zachować się w danej sytuacji. Bo oni pomimo młodego wieku są gotowi, by nieść pomoc nie tylko najbliższym. Czas na największe starcie tego sezonu! O 21 w Monachium wielki finał Ligi Mistrzów. Zmierzą się Paris Saint-Germain i Inter Mediolan. Obie drużyny przeszły długą drogę, aby dotrzeć do finału. Stawka jest ogromna - tytuł najlepszej drużyny klubowej w Europie. Jakie nastroje wśród kibiców? Zdecydowanie, jak państwo widzą, bojowe. PSG jeszcze nigdy nie wygrał Ligi Mistrzów. Jak wynika z tych opinii bukmacherów i ekspertów - są faworytami. To oni powinni wygrać. Kilkadziesiąt tysięcy kibiców. 50 tysięcy jest tutaj w okolicy. Tu jest właśnie największa strefa kibica. Mam nadzieję że wygramy, bardzo się stresuje, ale będzie 3:1. Jestem trochę spięty, ale w nich wierzę. W tym roku mamy piękną ekipę, która naprawdę pokazuje paryską grę. Grają grupowo, więc wygrają. Mój syn nie lubi, gdy tak mówię, żeby nie zapeszyć, ale chociaż Interu nie można lekceważyć, to puchar przyjedzie do Paryża. Jesteście wielką rodziną fanów? Tak, mój syn, moja córka i moi bratankowie, wszyscy jesteśmy z Paryża i fanami PSG. Emocje gwarantowane. A teraz jeże, które znów zamieszkają w Kłodzku. Ośrodek Jerzy dla Jeży odradza się po powodzi. Dla Jerzego to wyjątkowa chwila. Jeżom pomaga już od dwudziestu lat. Gdy wielka woda we wrześniu ubiegłego roku zalała ośrodek, okazało się, że jest wiele dobrych serc. A po fali powodziowej przyszła fala pomocy. Te budki przyjechały z Ustronia z Małopolski. Już niedługo będą domem dla jeży, które tutaj, w Ośrodku Rehabilitacji, Jerzy Gara ratuje od osiemnastu lat. Budki za darmo przekazała firma budująca drewniane domy dla ludzi, którą los tutejszych jeży poruszył. Bo ubiegłoroczna powódź sprawiła, że ośrodek potrzebował ratunku. Wszystkim niedowiarkom możemy pokazać, jak wysoko była tutaj w ogrodzie jeżowym woda. Woda zniszczyła tu wszystko, co Jerzy Gara budował latami. Gdy wdzierała się do budynku, w internetowym wpisie pożegnał się z ośrodkiem, bo myślał, że nie będzie w stanie go odbudować. Wtedy to magia zaczęła się dziać, dopóki jeszcze telefon działał, jak mogłem tam patrzeć na to, co się dzieje, to informacje i kwoty rosły po prostu w oczach. W internetowej zbiórce udało się szybko zebrać ponad trzysta siedemdziesiąt tysięcy złotych na remont ośrodka. Pomagali też sąsiedzi, na pomoc ruszyli ludzie z całej Polski. Szczerze mówiąc ja byłem w szoku, że cała Polska umie się tak solidaryzować dla jednego tak naprawdę miejsca w Polsce. Cezary Pasternak z pomocą swojemu wujkowi przyjechał z Grójca pod Warszawą. Przyjechała Pani Kasia z mężem z Warszawy później, mnóstwo pracy włożyli, potem taki pan Łukasz z Pomorza, siedział tutaj też ponad tydzień. Dziś odbudowa schroniska dla jeży zbliża się do końca. Ten cały teren, co tutaj mamy, to było wszystko jedno pobojowisko. To ważne, bo sytuacja jeży w Europie w ostatnich latach nie jest najlepsza. Ostatnie badania pokazują, że niestety w Europie tych jeży mamy coraz mniej, mimo tego że te działania, można powiedzieć ochroniarskie szeroko pojęte, są szeroko zakrojone zwłaszcza w niektórych państwach. Powrót podopiecznych będzie dla Pana Jerzego potwierdzeniem, że pomoc, którą dawał przez lata, wróciła, gdy sam jej potrzebował. On też, on już tak, jak tu mówimy, nie może się doczekać. Bardzo bym chciał, już stęskniłem się za nimi. Wszystko wskazuje na to, że jeże wrócą tutaj już w czerwcu. Sezon na wielkie letnie muzyczne wydarzenia można śmiało uznać za otwarty. Atmosfera? Gorąca. Tysiące fanów? Są na miejscu. No i do tego artyści - wielkie światowe gwiazdy i najlepsi z najlepszych na krajowym rynku muzycznym. To wszystko oznacza, że powrócił Orange Warsaw Festiwal. A Tor Wyścigów Konnych na Służewcu w stolicy stał się muzycznym centrum Polski. Sezon letnich festiwali możemy uznać za oficjalnie rozpoczęty. Tor Wyścigów Konnych Służewiec ponownie zamienił się w muzyczne epicentrum. A na tej scenie za moimi plecami jeszcze dziś kulturalny fenomen - brytyjska artystka Charlie XCX, której album "BRAT" pomalował świat na limonkowo-zielony kolor. Z resztą te barwy przeniknęły nawet do amerykańskiej kampanii wyborczej Płyta doczekała się siedmiu nominacji do Grammy i długo okupowała miejsca na szczytach list przebojów na całym świecie. Jesteśmy fanami Charli od kilku lat i nie do końca ufamy tym, którzy stali się nimi niedawno. Nie słuchaj jej. Ale nie każdy ma tatuaż. Top światowy, najbardziej gorące nazwiska. Charli XCX, czyli "BRAT" - ruch społeczny. Chappell Roan - jedna z najbarwniejszych, najciekawszych postaci, najciekawsza postać sceny popularnej. Festiwal wystartował z przytupem. Pierwszymi dźwiękami rozbrzmiała warszawska formacja Lordofon, a później sceną zawładnęli m.in. Loreen, Michael Kiwanuka i Jamie XX. Piątkową noc zamknęła Bambi, młoda raperka, która z impetem wkroczyła na scenę i udowodniła, że nowa fala w polskim hip-hopie ma głos, który trudno zignorować. Mieliśmy tę trudną, odpowiedzialną pozycję bycia pierwszym w lineupie, więc trzeba było wszystkich rozgrzać, ale chyba nam się to udało, wiec było przyjemnie. Ja przyznam szczerze, że nam zawsze towarzysza różne emocje przed samym koncertem i zawsze mówimy, ze to nie stres, a trema. Jest dużo adrenaliny i też dużo adrenaliny po koncercie. Orange Warsaw Festival od lat przyciąga największe nazwiska światowej sceny od Prodigy przez Pharrella Williamsa po Florence + The Machine. W pamięci wielu nadal żyje legendarne widowisko Beyonce, która zażyczyła sobie w garderobie tytanowych słomek i ręcznie rzeźbionych kostek lodu. Orange Warsaw Festival to nie tylko koncerty, ale i społeczny fenomen. Impreza łączy pokolenia, gatunki i wciąż zaskakuje, czego tegoroczna edycja jest idealnym przykładem.